Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Spektakularne samobójstwo

28 grudnia 2014

A my musimy stawiać mu czoła wbrew przeciwnościom, rzekł sufler.

- A my musimy stawiać mu czoła wbrew przeciwnościom – prawił prezydent. – Panie Jędrzeju, czy nie warto czasem wyjść poza nawias własnego ja i zainteresować się drugim człowiekiem, naszym bliźnim? Kiedy ktoś chce nam pomóc, nie wahajmy się, korzystajmy z tego, a gdy ktoś potrzebuje naszej pomocy, nieśmy ją! Niech to słodkie brzemię pomocy rozraduje serca nasze i da nam wiarę w lepsze jutro! O taką Polskę walczyłem! A jak nie, to spieprzaj dziadu! – prezydent rozkręcił się na dobre. Czekałem na ciąg dalszy, czując dziwną mieszankę rozbawienia i zgrozy.

- Niechaj ugnie się pan przed potrzebą tego nieszczęśnika i pozwoli mu sobie pomóc! To tak niewiele! Sam bym mu pomógł, gdyby nie te moje przyciasne portki… że co? Przepraszam, kartki mi się pomyliły, bo nakładli mi tu tyle tego wszystkiego, kurde, a poza tym to zaraz muszę do zadzwonić do pana Nergala, na usługę fryzjerską się umówić, bo zarosłem jak jakiś dziad borowy. Korzystając z okazji, trochę się panu pożalę, bo wie pan, ten przenośny internet to mówię panu, powolny, muli, normalny szajs, cholera jasna! Ale taka już rola prezydenta! Alleluja i do przodu! – zawołał prezydent i chyba teraz ja musiałem cos powiedzieć.

- Co pan na to? – zapytał prezydent. – Bo muszę lecieć, zaraz mam spotkanie z feministkami.

- Zrobię z tym to, co należy. To, co przystoi każdemu prawdziwemu obywatelowi – obiecałem z powagą w głosie.

- I to jest postawa godna prawdziwego Polaka! Czołem!

Rozmowa zakończona. Odwiesiłem słuchawkę i wiedziałem, że muszę znaleźć tego cholernego gnojka i potraktować go tak, jak sobie zasłużył. Udawanie niedojdy mu nie pomoże. Zasłużył sobie na inną argumentację. Może wtedy zostawi mnie wreszcie w spokoju.

Poszedłem do parku. Usiadłem na ławce. Minęły dwie godziny. Nigdzie ani śladu Leszka. Na ławce pod drzewem siedział pewien starszy pan, którego zawsze tu widywałem, kiedy szedłem do pracy. Zapytałem, czy nie widział przypadkiem takiego niewysokiego, wystraszonego chłopaka, który się tu dość często kręcił. Pan nie widział. Wydawał się nawet zaskoczony moim pytaniem.

Zadzwoniłem do Karoliny. Odebrała za siódmym razem. Poprosiłem ją o numer do Leszka.

- Do kogo?

- Do Leszka.