Alergia

Kiedy tamtego dnia wracałem do domu, zastanawiałem się tylko nad jednym: jak powiedzieć Meci, że to koniec, jak się jej pozbyć z mojego życia? Stało się dla mnie jasne, że nasz związek właśnie uległ zakończeniu. Co miałem zrobić? Wiem, że mówię jak obrzydliwy egoista, jednak w życiu czasem trzeba myśleć o sobie, nawet jeśli ktoś powie, że osiągam szczęściem kosztem innych, zamiast razem z nimi. Niech sobie mówi, jego sprawa. Jestem ponad tym wszystkim. I tak wszystko zostanie mi wybaczone.
Zbliżałem się już do domu i nadal nie miałem pomysłu na ostateczne rozwiązanie kwestii Meci, kiedy przed bramą wjazdową zauważyłem jakiegoś dziwnie ubranego człowieka. Miał śniadą cerę, długą brodę, wokół głowy zawiązał białą chustę, ciało owinął prześcieradłem i chodził szybkimi krokami od jednego słupka ogrodzenia do drugiego. Instynktownie chwyciłem za leżący pod siedzeniem kij bejsbolowy. Ale mój gość nie był chyba groźny, bo kiedy mnie zobaczył, zaczął się szeroko uśmiechać i w przyjaznym geście uniósł do góry ręce. Nie miałem pojęcia, kto to jest ani po co się do mnie pofatygował, chętnie bym go przegonił, bo w radiu mówili, że tacy jak on tylko przenoszą zarazki i różne wirusy, ale stanął w mojej bramie i chcąc nie chcąc musiałem nawiązać z nim rozmowę wyjaśniającą powody tej blokady.
Z pewnością miałem wielkie oczy ze zdziwienia, kiedy poznałem prawdziwy cel jego wizyty. Zaprosiłem go do środka, aby omówić szczegóły, nie wypada o sprawach pryncypialnych rozmawiać przed bramą. Poprosiłem, by przeparkował swój pojazd, bym mógł wjechać na teren mojej własnej posesji. Następnie otworzyłem drzwi, wpuściłem gościa do środka, a potem obejrzałem się i lekko uśmiechnąłem, bo jeszcze nikt nie zaparkował w mojej bramie wielbłąda.