Alergia

A ja stanąłem jak zaczarowany i nie mogłem się ruszyć. Ona też co jakiś czas na mnie spoglądała i chyba zaczynała czuć to, co mnie rozpierało od paru gorących minut. Nie mogłem tego opanować, to było znacznie silniejsze ode mnie.
- Panie, nie stój pan tak na środku! – ofuknął mnie jakiś facet z koszem jaj, trącił łokciem i kolebiąc się na boki, zniknął w tłumie. A ja postanowiłem nawiązać znajomość z człowiekiem, który na pewno mógł mi pomóc zbliżyć się do tej, dla której właśnie zaczęło bić moje gotowe do porywów serce. I nie tylko serce. Właściwie to nie wiem, co biło pierwsze i co bardziej, ale to nieistotne. W sprawach uczuciowych czasami trudno jednoznacznie określić te zależności i określić proporcje.
- A dobre pan ma te ziemniaki? – zapytałem i zmusiłem się do uśmiechu.
- Panie złociutki, najlepsze! – zareklamował swój produkt sprzedawca. – Ile ma być?
- Pół worka pan da, to na trochę wystarczy – postanowiłem zacząć nawiązywanie znajomości od zrobienia dobrego wrażenia jako klient, co potem mogło mi ułatwić dalsze, trudniejsze sprawy.
- A starczy na trochę, a pewnie, a bo to człowiek dużo takiego dobrego ziemniaka zje? Do schabowego jak znalazł, kieliszeczek dla zdrowotności i setka człowiekowi stuknie, ani się obejrzy!
- Wszystko prawda, wszystko! – zgodziłem się ochoczo.
Kupiłem więc pół worka ziemniaków, mimo że wcale aż tyle nie potrzebowałem. Tak naprawdę to nie był żaden zakup, tylko inwestycja. Bo kiedy rolnik-sprzedawca się rozgadał, wszystkie sprawy potoczyły się właściwie same i wedle moich oczekiwań. Lubię, kiedy ważne życiowe sprawy załatwiają się w taki właśnie sposób, bez nadmiernych wysiłków z mojej strony.