Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Alergia

26 marca 2016

Zwłaszcza, że w chwili, kiedy to uczucie mnie nawiedziło, wciąż byłem w coraz mniej udanym związku z Mieczysławą, zdrobniale zwaną Miecią, a pieszczotliwie po prostu Mecią. Związek chylił się ku upadkowi, wiedziałem o tym dobrze, i mógłbym się założyć o jakiś wełniany sweter, że Mecia też miała tego typu przebłyski, choć co do jej przejawów myślenia to miałem, mówiąc delikatnie, bardzo poważne wątpliwości.

Meci bardzo się u mnie spodobało, w każdej chwili mogła sobie wychodzić na dwór i coś tam robić w ogrodzie. A wszystko dlatego, że mam sporą działkę, na środku której stoi dom, czy – jak to mówił ten zabawny agent nieruchomości – została posadowiona bryła domu. Tak, zażywanie świeżego powietrza, kontemplowanie dóbr natury i wpatrywanie się w krańce wszechświatu stanowiły ulubione zajęcia mojej obecnej ukochanej, którą tak naprawdę też zapoznałem w dość specyficznych okolicznościach.

Pewnego razu, gnany jakąś trudną do wyjaśnienia potrzebą, zaszedłem na miejscowe targowisko, gdzie co czwartek zjeżdżali się różni handlarze i sprzedawali wszystko, co akurat mieli pod ręką. I tak sobie chodziłem od jednego biznesmena do drugiego, kiedy ją zobaczyłem. Wolna od wszelkich trosk chodziła sobie obok jednego z takich sprzedawców, a ja od razu poczułem, że w moim życiu zaszła jakaś ogromna zmiana, mimo że na pierwszy rzut oka nic się nie wydarzyło, bo ona nawet mnie nie zauważyła. Stało się to dopiero parę minut później, kiedy wreszcie udało mi się zwrócić na siebie jej uwagę. Spojrzała na mnie, na moment znieruchomiała, po czym lekko skinęła głową i podeszła krok bliżej. Jej opiekun lub partner – bo nie wyglądał ani na jej ojca ani brata, ani nawet nikogo z bliższej rodziny – popatrzył na mnie obojętnie, po czym wrócił do obsługiwania klientki, która właśnie kupiła od niego worek ziemniaków.