Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Wielkie paczki

25 grudnia 2013

Głos – nieoczekiwany, acz znajomy – wyrwał mnie z rozważań o korzyściach.

- Co? – zapytałem, lekko zdezorientowany.

- Mówię, że to musiało się w końcu stać.

To przemówił wszystkim znany miasteczkowy wizjoner. Albo raczej miasteczkowy głupek. Jak kto woli. Jego wizje były z reguły przesiąknięte tajemnicą, biła z nich trwoga i rozczarowanie ludzkością. Były niejasne, jeśli nie chciałeś się nad nimi zastanowić.

- No pewnie – odpowiedziałem. Staliśmy naprzeciw siebie i mierzyliśmy się wzrokiem. Wizjoner miał na sobie obowiązkowy brązowy sweter w romby i szare sztruksy, dół sylwetki załatwiały mokasyny z przeszłości.

- No pewnie – powtórzył. Jego głos nieco się zmienił. Stał się jakby delikatniejszy, choć wizjoner – tak w ogóle miał przydomek Król Trwogi, w skrócie Król – z reguły mówił bardzo spokojnie.

- A co konkretnie miało się stać? – zainteresowałem się. Przeczesałem włosy na drugą stronę, aby wzmóc myślenie i zmienić spojrzenie na sprawę.

- Te paczki – rzekł Król i popadł w jakieś dziwne odrętwienie. Wzrok mu się zeszklił, ramiona opadły, nogi skrzywiły. Jakoś tak sklęsł się w sobie, zapadł się. Skurczył.

- A pan też dostał paczkę? – zapytałem z grzeczności. Chociaż nie, grzeczność to jedno, a jakiś nieokreślony niepokój to drugie.

Król spojrzał na mnie z miejsca oddalonego o sto milionów lat świetlnych. Wyglądało na to, że prędko nie odpowie. A jeśli nawet, to mogę nie dożyć tej chwili, gdy odpowiedź do mnie dotrze.

- Pewnie też pan dostał, dlaczego miałby pan nie dostać? – paplałem bez sensu.

Wzrok Króla począł mnie przewiercać.

- To musiało się w końcu stać – powiedział po paru sekundach, odwrócił się i poszedł przed siebie. Z przeciwnej strony zbliżał się jakiś obywatel, a kiedy ujrzał Króla na swojej drodze, natychmiast przeszedł na drugą stronę ulicy. W ręku niósł jakiś świstek. Od razu zgadłem, co to było.

Moja ręka odruchowo zanurkowała w kieszeni – awizo było tam, gdzie je włożyłem. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się lepiej. Wszystko dobre, co się na awizo kończy. Co dwa awiza, to nie jedno. Co ma wisieć, nie awizo. Co za głupoty krążą mi po głowie!

Król szedł powolnym krokiem, przygarbiony. Co parę metrów kiwał głową. Wyglądał, jak gdyby wiedział więcej niż reszta. Może tak było. Może wariaci mają bogatsze życie wewnętrzne. Może ich świat daje im więcej możliwości. Może są tam rzeczy, których tak zwani normalni – do których także się zaliczam – nigdy nie otrzymają dostępu. A może są po prostu wariatami i powinno się ich leczyć. Każda opcja wydaje się możliwa.