Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Dlatego zabijałem

30 września 2015

Iwona znikła tak nagle i wydawało się, że już nigdy się nie spotkamy. Może jej się tak wydawało. Miałem na ten temat inny pogląd. Bo to ona pociągnęła za spust, to ona otworzyła śluzę. Nie mogłem dłużej czekać. Poszedłem za nią, a może raczej jej tropem. Nie mogłem jej tak zostawić. Właśnie dał o sobie znać zew natury, narodził się kolejny pomysł, wart natychmiastowego wdrożenia czy chociażby przetestowania. Ponadto miałem dużo czasu, bo z nikim się nie spotykałem. Mogłem robić to, co udawało mi się najlepiej.

Dlatego zabijałem. Lubię powtarzać to krótkie zdanie, bo ma w sobie jakąś dziwną, hipnotyczną moc. Wiem, że zrobiłem to już kilka razy, to znaczy powtórzyłem je, ale nie mogę się powstrzymać. Chyba mnie rozumiecie.

Od tamtej pory spotykałem się z nią bardzo często. Wystarczyło, że miałem na to ochotę. Była ze mną wtedy, kiedy sobie tego zażyczyłem. Pozwoliłem jej nawet wyjść za mąż i urodzić dwójkę dzieci. Czy to w czymś przeszkadzało? Nie, wręcz przeciwnie, rozumiałem to jako swoisty smaczek w całej sprawie. Naszej sprawie. Takim naszym małym sekrecie, który nawet dla niej był wielką tajemnicą. Bo ona już wyrzuciła mnie ze swojej pamięci. Ale to nie miało żadnego znaczenia.

A potem były kolejne. To znaczy – kolejne natchnienia, impulsy. Po studiach ekonomicznych podjąłem pracę w urzędzie miasta, gdzie spotykałem różnych ludzi, którzy w jakiś dziwaczny, może nawet niewytłumaczalny sposób stawali się paliwem napędzającym silnik mojej egzystencji. Każdy z nich miał w sobie czy obok siebie coś takiego, czemu wręcz musiałem przyjrzeć się z bliska. Jednak nie nawiązywaliśmy bliższych znajomości, nie mówiąc już o przyjaźni. Przyjaźń nie istnieje, przynajmniej ja nigdy jej nie doświadczyłem.

Dlatego zabijałem.

W tamtym okresie doświadczyłem czegoś takiego: wracałem z pracy wyasfaltowaną parkową alejką, i nagle, po małostkach dnia codziennego dopadła mnie chęć zrobienia czegoś wielkiego. Czegoś, co skłoni ludzkość do zastanowienia się. Nie wiem dokładnie, nad czym ludzkość miałaby się jakoś specjalnie zastanawiać, jednak powinna to zrobić, może jeszcze jest w stanie. Nie umiem tego wyjaśnić. To jak nagłe olśnienie czy raczej swego rodzaju przymus. Pomysł, idea, chorobliwa żądza, pchnięcie do działania. Coś, od czego nie ma odwrotu i od czego nie powinno się uciekać. Bo każda próba ucieczki z góry skazana jest na porażkę. Więc chyba lepiej się poddać. Chociaż sam już nie wiem.