Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

"Blondynka na językach. Norweski." Część II - do poprawy?

30 stycznia 2014, komentarze (4)

No to wracam do Blondynki na językach i od razu banał na wejściu: wiadomo, że wszystkich błędów nie da się uniknąć. W swoich podręcznikach też czasem znajduję literówki czy jakieś inne herezje, jednak takie sprawy są poprawiane bez zbędnej zwłoki, chyba że ich cel dydaktyczny jest zupełnie inny. Ale skupmy się na książce Blondynka na językach. Norweski.

Ta książka jest jak wiosenna łąka - dużo na niej kwiatków. Kwiatków, czyli błędów, a szkoda, bo kto wie, może i byłaby z niej wartościowa pozycja. Co nie znaczy, że nie może się taką stać. Wystarczy zrobić jedną rzecz…

Pierwsza niespodzianka pojawia się już na stronie 9, gdzie w ramach informacji pojawia się opis poziomów zaawansowania. Przy opisie I poziomu pojawia się taka oto notka: (…) twoim zadaniem jest tłumaczyć je z polskiego na portugalski.

Hm. A czego szuka tu portugalski? Ano tego, że Blondynka to seria podręczników i widocznie zapomniano o detalach i nie przystosowano ogólnego opisu do wersji norweskiej. "Błąd portugalski" pokazuje tylko, że hurtowa produkcja podręczników ma pewne minusy.

Bo tak naprawdę Blondynka to zestaw zdań napisanych po polsku, które zostały przetłumaczone na różne języki, m.in. angielski, portugalski, włoski czy ostatnio japoński. Znajomy polonista powiedział mi, że niektóre polskie zdania pozostawiają wiele do życzenia…

Zatem zdania napisane po polsku, które następnie trafiają do biura tłumaczeń, gdzie zostają przełożone na dany język. I to najsłabszy punkt całej strategii, bo tłumacz nie odda mocy podręcznika poprzez mechaniczne przetłumaczenie. Niestety, owo mechaniczne – przepraszam, chwilowo toporne - tłumaczenie dość mocno przeszkadza w odbiorze.

No dobra, czas na parę przykładów. Wybiorę kilka, kartkując książkę od początku. Dlaczego nie poprawię wszystkich? Nie mam na to miejsca, a poza tym korekta to praca, za którą otrzymuje się wynagrodzenie.

Startujemy. Str. 10-11. Czysto.

Str. 12-13. Czysto.

Przeskoczmy trochę do przodu. Na chybił-trafił.

Stop. Str. 38-39. Coś tu mamy? Ano mamy.

Jeg leter etter en supermarked. (Szukam supermarketu.) – powinno być et supermarked. Na szczęście na płycie zostało nagrane poprawnie.

Er det supermarked her i nærheten? (Czy tu blisko jest supermarket?) – raczej powinno być et supermarked, chodzi przecież o jakiś bliżej nieokreślony.

Er de en stor matbutikk her i nærheten? (Czy tu blisko jest duży sklep z jedzeniem?) – powinno być er det en... (to tylko literówka, więc można wybaczyć, zwłaszcza że sposób wymawiania wskazuje poprawną wymowę).

Skok do przodu. Lądowanie. Str. 50-51.

et øl (piwo). W porządku – jeśli się tego będziemy trzymać, to dalej trzeba nieco poprawić:

Hvilket øl er god? (Które piwo jest dobre?) – powinno być er godt (zgodność przymiotnika z rzeczownikiem)

Jeg liker sterk øl. (Lubię mocne piwo.) – powinno być sterkt øl (wyjaśnienie jak wyżej)

No to siup. Str. 68-69.

Han er min god venn. (On jest moim dobrym przyjacielem) – powinno być min gode venn (przymiotnik po zaimku dzierżawczym występuje w formie określonej)

En god venn er fint. (Dobry przyjaciel jest fajny) – powinno być en god venn er fin, jeśli już musi, bo całe zdanie jakieś takie niespecjalne: dobry przyjaciel jest fajny. A kto chciałby mieć dobrego przyjaciela, który nie jest fajny. A z drugiej strony, kto chciałby mieć niedobrego przyjaciela? Ech, ciężkie kwestie…

Min bror skal være en lærer.  (Mój brat będzie nauczycielem.) - powinno być min bror skal bli lærer – mój brat nie jest jeszcze nauczycielem, dopiero nim zostanie, a poza tym przed nazwą zawodu użytą w takim kontekście nie stosuje sie przedimków.

To może teraz tu. Str.72-73. Sprawdzam.

Dette rommet er for liten (Ten pokój jest za mały) – powinno być for lite, bo to rodzaj nijaki.

Dette rommet er for stor (Ten pokój jest za duży) – powinno być for stort – jak wyżej.

Str. 120-121. Wreszcie inny rodzaj błędów:

Hvor mye tid letet du etter hotellet (Ile czasu szukałeś hotelu?) – dosłowne tłumaczenie z polskiego, ująłbym to raczej hvor lang tid (jak długo), a potem powinno być lette – tak wygląda poprawna wersja czasownika lete (szukać) w czasie przeszłym. A hotellet dałbym w wersji nieokreślonej: et hotell – Jak długo szukałeś hotelu? Hotelu w sensie ogólnym, nie tego konkretnego.

To może tu. Str. 176-177. O, błąd w szyku.

Jeg flyr til Polen, men jeg vet ikke hvor er mitt fly (Lecę do Polski, ale nie wiem, gdzie jest mój samolot.) – powinno być men jeg vet ikke hvor mitt fly er.

Itd.

Jeszcze słowo o nagraniach. Tu ciekawa sprawa – o ile na początku lektor (nie mam pewności, czy to Norweg) nagrywa wersje poprawne mimo błędu w tekście, to później czyta niestety tak, jak mu napisali. Niestety.

Reasumując: odradzam książkę w obecnej postaci, może utrwalić wiele błędnych konstrukcji i zwrotów. Mogę jedynie zaproponować gruntowną korektę językową.

Z pewnością da się to zrobić. Myślmy pozytywnie. Kto ma o tym wiedzieć lepiej od autorki Beaty Pawlikowskiej?

4 komentarze

, 31.01.2014, 22:33

Chyba jednak narazie sobie podaruje, moze jak poprawia to kupie

Waldek, 16.03.2014, 17:24

O ile przetrwał pan całość , to podziw dla poziomu pańskiej kultury . Uczę się sam tego języka siódmy miesiąc .Ilość błędów kolosalna ,puściłem to Norwegom , mieli szczery ubaw .Zapytałem czy lektorem może być Norweg , twierdzili że chyba tak .Jak można takie coś sprzedawać porażka .

Vitek, 31.08.2016, 21:20

Ja uważam że książka jest ok. Nie nauczysz die z niej gramatyki bo też nie o to chodzi. A większość błędów to błędy gesmatyczne nie mające wplywu na naukę poszczegolnych słów czy też czy mamy do czynienia z rodzajem nijakim. Ja polecam tą pozycję wszystkim którzy chcą zacząć mówić po norwesku

Mariusz Włoch, 03.09.2016, 13:04

Patrzę na książki językowe z punktu widzenia językowca - w przypadku niektórych wystarczy jedynie dokonać poprawek, inne wymagają więcej pracy, np. poprawa stylistyki.