Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

O tych, którzy mylą prowadzącego ze słownikiem

9 stycznia 2014, komentarze (5)

Czasem zdarza się, że uczestnik warsztatów językowych myli prowadzącego ze słownikiem. I kiedy wyjaśniam takiej osobie pewną prostą prawidłowość, rodzi się w niej zdziwienie, które może także przeobrazić się w oburzenie, chwilami nawet święte.

A sprawa jest dość prozaiczna.

Osoba, która nabywa umiejętność posługiwania się nowym językiem z reguły chce poznawać nowe słowa i ładniej się dzięki nim wysławiać. Piszę z reguły, bo jak wiemy nie istnieje zasada, która sprawdzałaby się tak samo w każdym przypadku. Dotyczy to nawet czegoś tak oczywistego, jak płacenie podatków – jedni płacą, a drudzy nie i z jakiegoś powodu uchodzi im to na sucho, przynajmniej do czasu. Ale nie o tym teraz mówimy.

Aby poszerzyć zasób słownictwa, należy uczyć się nowych słów i zwrotów. Uczyć się to w moim rozumieniu praktycznie stosować, czyli wtedy, kiedy trzeba, i tak, jak trzeba. Poprzez własne doświadczenie. Czyli trzeba coś z tym robić, działać trzeba! A z tym jednostki ludzkie mają niestety największe problemy.

Tym sposobem uczestnik zajęć językowych pyta o jakieś słówko, dostaje je, a po chwili, czy podczas kolejnej sesji pyta o nie znowu. A z jakiego powodu znowu o nie pyta? Ponieważ jeszcze go sobie nie przyswoił. Bo nie poświęcił danemu słowu należytej uwagi lub „uczył się” w niewłaściwy sposób. Czyli nauka zaczyna się w zasadzie od zera.

- A jak będzie (…) – pyta uczestnik zajęć.

- Nie mogę ci powiedzieć – odpowiadam i wywołuję konsternację.

- Dlaczego nie? – pyta uczestnik.

- Z bardzo prostego powodu – zaczynam i przerywam. Wyjaśnienia wznawiam po krótkiej pauzie. – Bo ostatnio dostałeś pięć słów i nic z nimi nie zrobiłeś. Podałem ci je, obiecałeś, że przygotujesz z nimi pytania i te pytania mi dzisiaj zadasz. Skoro tego nie przygotowałeś, wychodzi na to, że moja praca była bez sensu. A po co mam robić rzeczy bez sensu? Przecież nie za to mi płacisz.

Po kolejnej chwili ciszy dodaję, że dam mojemu partnerowi w zajęciach – bo z kimś takim najlepiej się pracuje – drugą szansę: nadrób zaległości i wszystko będzie dobrze. Wiem, że cię na to stać. I znajdź słówka, którymi mnie zaskoczysz!

Istnieją osoby, które w sposób uciążliwy pytają prowadzących zajęciach o jakieś dziwaczne słowa, których prowadzący może po prostu nie znać – zadanie trenera języka nie polega przecież na tym, ABY ZNAĆ WSZYSTKIE SŁOWA. Zadanie trenera to: NAUCZYĆ PARTNERA POSŁUGIWAĆ SIĘ JĘZYKIEM!

Wiemy doskonale, że niepowtarzane słownictwo zanika, zatem pytanie o słówka i natychmiastowe zapominanie jest zupełnie bez sensu. Bywają przypadki, że ktoś pyta o słowo, dostaje je, po czym mówi aha i nawet tego słowa nie powtarza!

Dlatego podczas zajęć sprawdzam, czy uczestnik przyswoił sobie to, co dostał poprzednio. Jeśli nie, po paru razach przestaję dawać nowe słowa, używając przemówienia jak wyżej.

Wszystkich uczących się zachęcam także do tego, aby wyrazić treść dostępnymi środkami, tym, co już umieją – to uczy sprytu komunikacyjnego. Bo co zrobisz, jeśli nagle w środku rozmowy z obcokrajowcem zapomnisz, jak powiedzieć dezynwoltura po angielsku?

Chyba że masz pod ręką telefon i możesz bez zbędnej zwłoki sprawdzić znaczenie w słowniku internetowym. Albo zadzwonić do swojego trenera. Założę się, że będzie wiedział.

5 komentarzy

m, 10.01.2014, 12:04

Zdecydowanie wielu uważa, że trener zastępuje słownik. Pytania o słówka mają często charakter złośliwych teścików, sprawdzających, czy aby na pewno znasz język obcy. Mam kolegę, który z upierdliwą determinacją pytał mnie o niemieckie odpowiedniki botanicznych nazw gatunków roślin. Znam ich może ze dwieście, mniej więcej tyle, co w języku polskim. Z nieukrywaną satysfakcją twierdził, że marna ze mnie germanistka skoro nie wiem, jak jest po niemiecku łopian, albo rokitnik zwyczajny. Za to on jest wybitnym znawcą tego języka, bo zna prawie każde słówko w tym temacie. Pewnie miał rację. Pewnego razu, podczas spotkania w pubie, przysiedli się do nas Niemcy. Kolega, zazwyczaj gadatliwy natychmiast zamilkł, zamienił się nie wiedzieć czemu w słup soli na czas rozmowy z nieznajomymi. Z rosnącym rozdrażnieniem przyglądał się, jak rozmawiam w miarę swobodnie po niemiecku. Po całym zajściu, gniewnie podsumował, że do Polski same prostaki z tej Rzeszy przyjeżdżają i nie bardzo wiadomo o czym z nimi rozmawiać...Mogłeś się chociaż przedstawić, kiedy pytali o twoje imię, prowokowałam niewinnie. No cóż, może kolega nie potrafi się przedstawić, za to z całą pewnością zna niemiecki atlas botaniczny na pamięć. To co pojęcia dezynwoltury, to można ZASTĄPIĆ to słowo słowem nonszalancja, ZDEFINIOWAĆ jako zbyt swobodne zachowanie, OPISAĆ sytuację, kiedy ktoś dłubie w nosie podczas rozmowy biznesowej, lub po prostu POKAZAĆ kładąc nogi na stół. Zbiór strategii komunikacyjnych jest niewątpliwie obszerny. Trafiasz w sedno nazywając umiejętność używania tych strategii sprytem komunikacyjnym.

amy21, 13.01.2014, 18:11

A propos kanałów komunikacyjnych - dziś słyszałam w radio, dlaczego tak niebezpieczne jest rozmawianie w samochodzie przez telefon. Krótko - usilnie próbujemy w rozmowie telefonicznej zwerbalizować to, czego w rozmowie telefonicznej nie widać: mowę ciała. Skupiamy na tym większość naszej uwagi i przez to tracimy koncentrację:(

, 14.01.2014, 12:14

płace zeby sie nauczyc jezyka i mowić, a nie słówka

X, 14.01.2014, 16:44

bez znajomości słówek nie nauczysz się języka, bo najpierw trzeba znac słówko, żeby można je powiedzieć w odpowiednim momencie!

adela, 14.01.2014, 17:39

jeden mój znajomy znał masę słówek po hiszpańsku, wszystko wiedział, o co się go zapytało, ale nigdy nie rozmawiał z Hiszpanem, tylko kiwał głową, kiedy go pytali, nigdy nie słyszałam też, żeby mówił po hiszpańsku, to chyba był chodzący słownik