Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Po drugiej stronie drogi

12 października 2013, komentarze (4)

Na Wyspach Brytyjskich jeździ się po lewej stronie – z polskiej perspektywy po drugiej stronie drogi. Dlatego nasi rodacy, którzy przenieśli się do Wielkiej Brytanii natykają się na wiele ciekawych sytuacji, w tym także – a może przede wszystkim – związanych z językiem angielskim.

Dziś zamieszczam relację mojego znajomego, Adama.

„Jak to często na angielskiej ziemi bywa, człowiek spotyka się z rożnymi śmieszno-dziwnymi sytuacjami. Najlepsze są jednak te, w których sami odgrywamy główną rolę. A potem wszyscy się z nas śmieją. Ale po kolei.

Pracuję w banku. Do kontaktowania się z klientami używamy specjalnego wewnętrznego systemu. Jedno z zadań polega na promowaniu usług bankowości elektronicznej (jakże łatwo mówi się to po angielsku: online banking) oraz zbieraniu informacji w przypadku braku chęci do korzystania z takowych usług.

Jedna z moich szczęśliwych klientek powiedziała, że nie ma nic przeciwko naszemu systemowi, jednak nie ufa bankowości elektronicznej jako takiej. Nie zastanawiałem się długo, tylko od razu sporządziłem taką notatkę:

Customer does not have anything against our systems, but she does not thrust online banking at all.

Nie zauważyłem błędu w pisowni słowa ufać (trust), co spowodowało, że następnego dnia stałem się pośmiewiskiem moich znajomych i managera. Nie mogli uwierzyć, że użyłem słowa określającego sexual activity (po naszemu najbliżej chyba będzie … sami sobie dopowiedzcie) w systemach bankowych.

Rozwinęli trochę tę ideę i tak powstały:

“In God We Thrust”, “I will thrust you” i tym podobne.

Byli też bardzo zdziwieni, że cała sprawa uszła mi na sucho. Może przez to, że z rozbrajającą szczerością i uśmiechem na twarzy powiedziałem, że nie sądziłem, iż jednak literka „h” w słowie „thrust” ma aż takie znaczenie.”

Jak się okazuje ma. W polskim też. Bo na przykład piszemy do kogoś maila z przeprosinami, w którym pojawia się takie zdanie:

Proszę o łaskę.

I zapominamy wcisnąć klawisz „alt”.

Adamie, czekam na kolejne relacje.

4 komentarze

S, 18.10.2013, 13:08

Adam, tak trzymać! Czekamy na kolejne przygody, no i spotkanie:)

, 18.10.2013, 13:10

mój kolega musiał się przekonać na własnej skórze, jak to jest "poprosić o laskę", niestety nie trafił na wyrozumiałą koleżankę....

Adam, 20.10.2013, 19:45

Owy kolega dostał po pysku? Czy cennik mu przedstawiono?

, 21.10.2013, 10:52

Owy kolega stracił wszelkie "chody" u dziewczyny, która trzęsła połową centrali dużej korporacji i od jej "widzimiesię" bardzo wiele zależało, a przede wszystkim zleżał komfort pracy kolegi, który do robotnych nie należał i raczej załatwiał sobie wszystko psim swędem :)