Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

Skazani na sukces, czyli wyrok w...

30 listopada 2018

Wygląda na to, że przed bombardowaniem sukcesem nie da się w obecnych czasach uciec. Podlany propagandowym obornikiem sukces zdradziecko nas...

Mordy polityczne, czyli wreszcie wiem, na kogo głosować

24 maja 2019

Zawarte w nagłówku słowo „mordy” to liczba mnoga słowa rodzaju żeńskiego „morda”, czyli inaczej paskudna gęba, obleśna facjata, odpychające oblicze czy wywołująca wymioty twarz. Gwoli lingwistycznej ścisłości dodam, że „mordy” to także liczba mnoga słowa rodzaju męskiego „mord”, jednak nie będzie tu nic o mordach w sensie gdańskim, czyli o pozbawianiu życia. Zatem mordy „twarzowe”. A te bywają rzecz jasna różne – zdradzieckie, oślizgłe, tępe itd. W obecnej chwili, która na szczęście już dobiega końca, wspomniane mordy są wszędzie. 

No właśnie, kolejne wybory lada moment, więc nasi szeroko uśmiechnięci przyjaciele, że ich tak tutaj ładnie nazwę, dwoją się, troją i czworzą, aby wypaść jak najlepiej, dostać upragnione głosy i dorwać się do wymarzonego koryta. Mimo rozbieżności programowych i światopoglądowych łączy owych cudotwórców – poza byciem wszędzie – jedno: wszyscy obiecują nam lepszą przyszłość o tak prostej konstrukcji, że aż wstyd pomyśleć, że żaden z wcześniej rządzących na to nie wpadł. Nie pomyślał nawet żaden z tych, którzy sami kandydują po raz któryś tam z rzędu. Czyli jednak olśnienia się zdarzają. Idąc tym tropem będzie dobrze, tanio, miło, bezpiecznie, rodzinnie, wypoczynkowo przy grillu, bez przepracowywania się i bogato, bo wszystkim zajmą się przedsiębiorcy. No i jak tu pozostać obojętnym wobec rodzącego się dobrobytu? 

Kpię tu sobie odrobinę, bo jako zwolennik sensownej edukacji, myślenia oraz racjonalnego podejścia do jednostek ludzkich, nadal w te obietnice ani trochę nie wierzę. Ludzie są jednak jak pszczoły, które za każdym razem pozwalają odebrać sobie miód poprzez sztuczkę z dymem. Tylko że ile razy można się nabierać na to samo? Pszczoły mogą w kółko, ludzie najwyraźniej też. 

Weźmy na przykład wszelkie wesołe zjednoczenia, koalicje, konfederacje i inne twory z gatunku „razem”. W większości przypadków przedstawicieli tychże nie łączy nic poza wystawianiem mord do wspólnych zdjęć, jednak dla dobra sprawy przed wyborami są w stanie z przekonaniem udawać, że się lubią. A potem przychodzi chwila próby - dajmy na to trzech zwycięskich kandydatów ma do obsadzenia jakieś dwa potencjalne stołki. No i zaczyna się cyrk. Przez moment może i jest śmiesznie, miło jest czasem popatrzeć, jak się takie indywidua ze sobą tłuką, jednak potem radość przechodzi w zażenowanie i niedowierzanie, że to dzieje się naprawdę. Że tym zatroskanym obywatelom losy ojczyzny totalnie zwisają, bo już po wyborach i że czas się teraz po prostu nachapać. 

Każdemu kandydującemu chciałbym zadać jedno proste pytanie. Pytanie, przy którym większość indagowanych natychmiast popada w oburzenie. No bo jeśli ktoś obiecuje niestworzone rzeczy, to jak się grzecznie pytam: Jak? Jak chce pan czy pani to zrobić?Pytanie o konkret zwykle obraża tych, którzy nie mają nic rzeczowego do powiedzenia. A wtedy najlepszą obroną jest atak.

Jednak nie ma tego złego i tak dalej. W całym tym zamieszaniu jest coś pozytywnego. Naprawdę. Bo kiedy niechcący stykam się wzrokiem z plakatowym magikiem czy słucham jego głosu gdzieś w spocie wyborczym, to czuję pewne zadowolenie. I już nie chcę zadawać wspomnianego wyżej pytania. Bo wreszcie wiem, że będzie dobrze i że mam na kogo głosować. Skoro wszyscy kandydaci chcą dla mnie dobrze, to będę głosował na wszystkich. Suma tej dobroci musi sprawić, że będzie nam się wszystkim żyło jak w wielkiej złotej klatce. W takiej sytuacji musimy być szczęśliwi. Po prostu musimy.

Brak komentarzy