Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Krew, pot i łzy, czyli co sport ma...

1 lutego 2019

Wiele osób bardzo się dziwi, kiedy na szkoleniach oświadczam, że nauka języka to brat bliźniak ukierunkowanego uprawiania sportu w celu...

Przyjaciel Pandolfa, czyli po co komu głupie pytania

12 października 2018, komentarze (2)

Pewnego razu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, żył sobie pewien stwór o imieniu Pandolf… Tak mogłaby zaczynać się jakaś bajeczka dla dzieci, choć – jak się potem okaże – owa bajeczka przypominałaby raczej utwór braci Grimm, którzy dzieci bardzo lubili, zwłaszcza straszyć. Dajmy chwilę Pandolfowi, żeby nabrał powietrze w swe płuca, o ile, oczywiście, takowe posiada.

Jest wielce prawdopodobne, że doskonale pamiętasz, co robiłeś w ważnej dla siebie chwili – przed pierwszą w życiu rozmową kwalifikacyjną, przed pierwszą randką czy nawet przed – może także pierwszym – wyjściem przed ołtarz i wypowiedzeniem formułek wprowadzających cię w nowy, z pewnością lepszy etap życia. Być może pamiętasz też, co robiłeś 11 września 2001 roku, kiedy samoloty urządzały sobie widowiskowe lądowania w wieżach WTC. Jest wielce prawdopodobne, że pamiętasz przebieg którejś z wymienionych wyżej sytuacji, bo wiążą się z nią – lub z każdą z nich – jakieś konkretne emocje. A emocje zwiększają szansę zapamiętania czegoś na długo, być może nawet na zawsze.

A w nauce języka? Tu emocje działają podobnie – są przydatne choćby przy nauce słownictwa i ćwiczeniu struktur gramatycznych, bo bez nich postęp językowy będzie raczej mizerny. Z drugiej strony wywoływanie za każdym razem emocji tak ogromnych, jak podczas pierwszego ślubu, raczej nie jest zalecane. Czasem procesowi zapamiętywania trzeba po prostu pomóc i zastosować właściwie dobrany system powtórek. Nie zawsze uda się zrobić tak, aby wszystko zapamiętało się samo, niejako bez naszego udziału, a nawet wbrew sobie.

Tylko pomyśl – jak to się dzieje, że jeśli jakiś tzw. celebryta palnie jakąś głupotę albo się po prostu przejęzyczy, to taki lapsus publika doskonale pamięta? No bo głupio wyszło, bo pomyłka, slapstick, wesoło było, się działo. Ano właśnie. Dlatego w podręcznikach umieszczam czasem pewne fragmenty, które mają na celu takie właśnie działanie – poprzez swoją groteskową czy wręcz absurdalną zawartość zmuszają do myślenia i reakcji. A potem pomagają w zapamiętaniu.

Groteska i absurd wyrywają z zamkniętej rzeczywistości, którą przecież każdy z nas tworzy sobie sam. I jeśli nowa informacja nie mieści się w ramach twojej rzeczywistości, uruchamia swoisty alarm – jakże to, co to, o czym to itd. I to jest dobry znak, bo w takich sytuacjach zmysły „ożywają”, człowiek, wyrwany ze skorupy swojego zamkniętego świata, ma okazję przenieść się w nieco inne okoliczności. Nowe słówka podane w niestandardowym kontekście, historyjka tak totalnie głupia, że aż zęby bolą? Czemu nie, jeśli ma służyć rozwojowi umiejętności językowych. Choć do tego potrzeba otwartości, na którą nie każdego stać. Mimo wszystko i tak uważam, że mdłe pytania nudzą, dziwne pobudzają i wzbudzają emocje, co z kolei przekłada się na bardziej efektywną naukę. Oczywiście, że nie zawsze i nie wszędzie, do tego potrzebny jest stosowny klimat.

Dlatego w książce Direktes Deutsch Buch 2 znalazła się historia Pandolfa – pewnego sympatycznego stwora o dość niekonwencjonalnej fizjonomii. Nasłuchałem się komentarzy, że to tak głupia historia, że po co to, że w ogóle nie warto się tego uczyć itd. W porządku, zgadzam się, ta historia wcale nie miała ambicji stać się historią mądrą. Ale pomyśl o jednym – większość osób, które zetknęły się z historią Pandolfa, doskonale pamięta, jak ów osobnik wygląda, umieją praktycznie bezbłędnie opisać części ciała i funkcje, które owe części spełniają. A taki był właśnie cel wprowadzenia tej historii – nazwy części ciała, zastosowanie przyimka an oraz Dativu. Uczenie się części ciała w formie listy słów jest nudne – jeśli poda się takie danie na innej zastawie stołowej, konsumpcja dydaktyczna nabiera innego smaku.

Po to właśnie są tzw. głupie pytania i głupie historie. Lepiej je pamiętamy i w dowolnym momencie dnia, a może także nocy, umiemy je przywołać. Zapewne zdajesz już sobie sprawę, że w ten sposób uczysz się języka znacznie szybciej, więc na tym zakończę. A jeśli jeszcze nie poznałeś Pandolfa, którego uczestnicy zajęć w różnych szkołach z radością rysowali i nadsyłali mi potem swoje rysunki, możesz to jeszcze zrobić i kto wie, może ty też zostaniesz jego przyjacielem? Bez względu na to, czy go polubisz, czy nie.

2 komentarze

aniaabs@gmail.com, 03.03.2019, 10:35

Właśnie za tego Pandolfa polubiłam szczerze kurs niemieckiego Direktes Deutsch!!! A teraz w Krakowie nie ma gdzie kontynuować nauki tym kursem! Nagle szkoły językowe przeszły na "książkę czarną" ,jak uczniowie nazywają.Deutsch.designed with Direct Method. Trudno ją polubić! Ciężka.Okropnie długie zdania. Ja jestem już przy końcu 5 pądrecznika Direktes Deutsch.I bardzo chciałabym dokończyć kurs z tą,ulubioną książką. Dlaczego to jest niemożliwe?????!!!!!

Mariusz Włoch, 04.03.2019, 10:07

Nauka z Direktes Deutsch jest nadal możliwa, a książki są bardziej dostępne niż przedtem. Szkoły językowe przeszły na "czarne" książki, bo wydawnictwo im je podsunęło/narzuciło, informując, że "czarne" to nowa wersja Direktes Deutsch - nic bardziej mylnego. Wiele szkół nadal korzysta z Direktes Deutsch oraz innych podręczników mojego autorstwa wydawanych przez wydawnictwo WJ Publishers (proszę kliknąć button w górnym prawy rogu). Proszę podpowiedzieć osobie prowadzącej kurs, że Direktes Deutsch to kwestia wciąż aktualna. Z pozdrowieniami