Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Sztuka łączenia, czyli jak zostać artystą językowym

5 lipca 2018

Zdaję sobie sprawę, że trwają wakacje, po mundialowych boiskach toczy się napędzana pieniędzmi sponsorów piłka, że opiekane słońcem półnagie ciała skwierczą na plażach. W końcu jest lato, więc – poza mundialem – wszystko w normie. Mimo to sporo osób postanowiło wziąć się za podszkolenie umiejętności językowych. Lato to pora tak dobra – lub niedobra – jak każda inna. Istotne pytanie brzmi – czy wystarczy motywacji, aby językiem posługiwać się w sposób zadowalający?

Bo tu naprawdę niewiele potrzeba. Wszystko w zasadzie opiera się na właściwym rozłożeniu sił i ustaleniu listy priorytetów – znalezieniu czasu i spokojnego miejsca, przegonieniu natrętnych członków rodziny, wyłączeniu telefonu i powiedzeniu sobie: teraz mam czas dla siebie, bo ćwiczę język. 

Przez wiele lat pracy miałem do czynienia z wieloma podejściami, mniej lub bardziej cudownymi, które obiecywały ludziom równie cudowne efekty. Może te obietnice nie były tak całkiem bez pokrycia, tyle że cudownych efektów nie da się osiągnąć bez wkładu własnego. Nauka języka to inwestycja – czasu, pieniędzy i poświęcenia. Innymi słowy – chcesz mieć kondycję fizyczną, biegasz i wylewasz hektolitry potu. Chcesz mieć nowe auto, pracujesz więcej, żeby na nie zarobić. I tak dalej. A z językiem jak jest? Dokładnie tak samo. Jednak trud trzeba właściwie ukierunkować.

Nauka posługiwania się językiem to sztuka zadawania pytań według prostego wzoru – chodzi o proste rozróżnienie na pytania ogólne i szczegółowe. To kwestia techniczna, podstawienie do wzoru, który da wiadomy efekt i pozostanie bez zmian. Wzory mają to do siebie, że się nie zmieniają.

Język to sztuka zadawania właściwych pytań w stosownych sytuacjach. Dotyczy to zarówno warstwy słownej, jak i jej otoczki – tonu głosu, mowy ciała itd. Innymi słowy – to wyrabianie inteligencji komunikacyjnej, dzięki której da się w ogóle rozmawiać z innymi ludźmi, pod warunkiem, że uda się ich oderwać od ekranu telefonu.

A skoro umiesz zadawać właściwe pytania w danej sytuacji, to możesz opanować sztukę osiągania celu w rozmowie – dowiedzenia się czegoś czy podzielenia się z kimś tym, co koniecznie chciałeś mu powiedzieć, a wcześniej nie miałeś okazji. Wszystko sprowadza się do umiejętności prowadzenia rozmowy. Po prostu – początek, środek, koniec. To tak skrótowo, jednak ten schemat nie różni się od przebiegu obiadu – pierwsze danie, drugie danie, deser. Oczywiście, że można inaczej, bo kto bogatemu zabroni, prawda?

A teraz najważniejsze - nauka posługiwania się językiem to sztuka łączenia. Układasz proste zdania, ćwiczysz je tak, aby się nimi płynnie posługiwać, potem zaczynasz je ze sobą łączyć. Nawet po paru lekcjach na poziomie podstawowym. A im bardziej i „czyściej” je łączysz, tym mówisz bardziej płynnie. To żadna magia – tak działa „wyrabianie się” w każdej dziedzinie: w pływaniu, wchodzeniu na dach czy fotografowaniu. To także – a może przede wszystkim - kwestia cierpliwości.

Nie musisz znać tysiąca słów, by zacząć mówić, czyli robić z językiem to, co w nim najważniejsze. Do tego służy to narzędzie w pierwszej kolejności. Po prostu łącz ze sobą to, co znasz i mów, mów, mów. Mów dobrze, oczywiście, bo po co utrwalać złe nawyki. Przypomina mi się, jak na jednym kursie niemieckiego powiedziano żądnym konwersacji uczestnikom mniej więcej tak: „ależ proszę państwa, jesteście dopiero na poziomie A1, więc jeszcze nie możecie mówić! Najpierw musicie nauczyć się odpowiedniej ilości słów i dopiero wtedy zaczynamy się nimi posługiwać na poziomie B1.”

Chyba widzę tę sprawę inaczej. Czy raczej – całkowicie odwrotnie. To tak, jakby głodnemu niemowlakowi powiedzieć: słuchaj bracie, najpierw musisz podrosnąć, zaczniesz jeść, gdy skończysz 3 lata.” Ciekawe, czy ów obywatel dociągnie tak sędziwego wieku bez jedzenia.

Umiejętność posługiwania się językiem to sztuka łączenia. Łącz ze sobą to, co już umiesz, i zostań artystą językowym.

Brak komentarzy