Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

W objęciach popkultury, czyli im starszy, tym młodszy

10 września 2017, komentarze (3)

Jestem obecnie w takim wieku, że właściwie to nie wiem, czy jeszcze powinienem dodawać sobie lat dla większej powagi, czy może raczej już sobie lat ujmować, tak dla podkreślenia młodzieńczej werwy i całej reszty właściwych temu etapowi przymiotów. Myślę, że znajdzie się wiele osób, które z podobnymi dylematami zetknęły się wcześniej lub właśnie się stykają. Czasem chcielibyśmy być starsi, czasem młodsi – kiedy masz naście lat, a nie masz jeszcze dowodu, podkręcasz wąsa, bo chcesz wyglądać starzej i na tyle poważnie, żeby zmylić sprzedawcę i kupić piwo w sklepie. Kiedy osiągasz wiek młodości emerytalnej, twoje działania zmieniają kierunek, golisz wąsa i marzysz, aby sprzedawca w sklepie zażądał dowodu, a potem nie sprzedał ci piwa z powodu braku wymaganego – tkwiącego spokojnie w kieszeni lub torebce – dokumentu.

Na tego typu egzystencjalne sprawy uczulają postaci mające spory wpływ na życie tzw. przeciętnego człowieka – wszelkiego sortu celebryci. Oni to bowiem bez ustanku majstrują przy swoim wieku i wyglądzie, a tkwiący w homo sapiens gen naśladowczy nie pozostaje wobec takich działań obojętny. No to w końcu co robić? Odmładzać się czy dodawać sobie lat? Nie wiadomo, bo podejścia są różne.

Podejście „w górę” wiąże się z pewnym, znanym miłośnikom pop-psychologii obywatelem z Warszawy, jakieś 6 lat ode mnie młodszym, który po przekroczeniu trzydziestki jął się nagle tytułować „mężczyzną w średnim wieku”. Jakże to? To już? Nie za wcześnie? Jednak miało to swój cel – ktoś, kto kreuje się na wszystkowiedzącego o życiu, nie może być zbyt młody, stąd też prawdopodobnie taki zabieg marketingowy: właściwe miny, strój, poza, język, zmęczenie o godzinie 21. Tak, tak, twórzmy się, kreujmy. Zatem kiedy tamten pan osiągnął wiek średni ledwo po trzydziestce, poczułem się jak sędziwy starzec, który wkroczył na ostatnią prostą.

Z drugiej strony tejże barykady pojawiają się istoty, które z maniakalnym uporem lat sobie odejmują, jak gdyby wiek miał być powodem potępienia czy innego rodzaju społecznego napiętnowania. Przykładów podejścia „w dół” mógłbym podać tu masę, wspomnę tylko większości znaną idealną panią domu, która chyba na zawsze pozostanie osiemnastolatką, wbrew temu, co na ten temat sądzi natura (i chyba także chirurgia plastyczna). Przypuszczam, a nawet mógłbym się założyć, że także wspomniany w poprzednim akapicie obywatel za parę lat zmieni podejście i zacznie przekręcać licznik w dół. Pożyjemy, zobaczymy.

Podobno każdy etap życia ma nam coś do zaoferowania. Mądrzy ludzie powiadają, że jedynym rozsądnym podejściem jest akceptacja faktu, że wraz z wiekiem się zmieniamy – zmianom ulegają nasze poglądy, zainteresowania, grono znajomych, którzy przecież także powinni pójść swoją drogą, najczęściej inną od naszej. Cóż, niekiedy miło powspominać z nostalgią dawne czasy – przez chwilę dopada człowieka dziwne uczucie, że wtedy było lepiej, bez względu na to, jak bardzo gorzej naprawdę było. Człowiek to sprzeczność – z jednej strony dziwna, skomplikowana istota, z drugiej prawie zawsze przewidywalna w swej prostocie.

A może jednak podejść do sprawy wieku tak: masz tyle lat, na ile się czujesz? Czemu nie? Aleksander Doba chyba nie przejmuje się swoim wiekiem – po prostu wsiada do kajaka i rusza w drogę, podczas gdy wielu ludzi o połowę od niego młodszych – a więc „w średnim wieku” - marzy o emeryturze…

Na koniec przypomina mi się, jak kiedyś zapytano Marię Czubaszek, co sądzi o Krzysztofie Ibiszu.

- Wolałam go, kiedy był starszy – odpowiedziała.

No, to tyle na temat.

3 komentarze

Magda Skubisz, 11.09.2017, 13:54

Świetne! :D

martac, 22.10.2017, 20:59

A ja wolę Ibisza teraz, kiedy jest młodszy :)

Mariusz Włoch, 23.10.2017, 11:56

A może jest tu ktoś, kto w ogóle woli Ibisza? :)