Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Wstać lepszą nogą, czyli tydzień...

21 kwietnia 2017

Na wstępie tego stronniczego wpisu polecę zapożyczeniem z Gombrowicza: Wojciech Waglewski wielkim muzykiem i poetą jest, a jego muzyka i poezja...

Imperium Vadera, czyli o przejściu na mroczną stronę

21 grudnia 2016, komentarze (1)

Ledwo wybrzmiał ostatni dźwięk wydany przez gitarę Johna Scofielda, a do odtwarzacza zapakowałem nieco inną zawartość, zatrzymałem się przy niej na dłużej, o czym teraz pragnę uprzejmie donieść.

Vader wydał właśnie nowy studyjny album pod tytułem „The Empire” i muszę przyznać, że pozycja to zacna. Muzyka Piotra i reszty kompanów nie przypomina lekkich muśnięć łabędzim piórkiem, to zdecydowane, mocne granie. Death metal. Choć na najnowszej płycie jakby nieco lżejszy. Mniej jest ultraszybkich partii, tak charakterystycznych choćby na genialnej płycie „Litany”, jest za to wolniej i ciężej.

Na „Imperium” znalazło się naprawdę sporo dobrych solówek gitarowych – to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że w Vaderze znalazł się właściwy drugi gitarzysta. A jest nim Marek „Spider” Pająk, świetny technicznie muzyk, którego umiejętności można podziwiać dla przykładu na płycie jego zespołu Esqarial „Klassika”. Zatem Spider w Vaderze to niewątpliwie dobra zmiana.

Mimo wszystko brakuje mi Docenta za bębnami. Docenta, który nadawał całości specyficznego uroku – nie grał jakoś wybitnie wirtuozersko, jednak stał się wzorem do naśladowania dla wielu młodych adeptów gry na bębnach. A to już ponad 11 lat, jak Docenta nie ma z nami…

„The Empire“ trwa zaledwie 33 minuty i 10 sekund, niewiele, ale jednak wystarcza. Jest krótko, konkretnie, do rzeczy. Potem odtwarzacz się zatrzymuje, następuje cisza i trzeba znów wciskać „Play“. Bo jednokrotne przesłuchanie to zdecydowanie za mało. Tak to już z dobrymi płytami jest, że pozostaje ten trudny do nazwania niedosyt. Dla zaspokojenia owego niedosytu nabyłem wydanie dwupłytowe – drugi krążek to EPka „Iron Times“, 4 utwory i lekko ponad 13 minut muzyki.

Dodam, że jak na tego typu muzykę, płyta została przyzwoicie zrealizowana – jest selektywnie i słychać to, co się na płycie faktycznie dzieje. Większość płyt z gitarami na ostro tworzy jednolitą ścianę dźwięku, która może kiedyś sprawiała mi frajdę, jednak teraz zlewa się z hałasującymi na torach tramwajami. A na to szkoda uszu.

Zatem - join the empire / enjoy the dark side!

To oczywiście figura stylistyczna, jednak traktując ją dosłownie - odrobina mroku czasem pomaga, bo od ciągłej jasności mogą po prostu rozboleć oczy.

1 komentarz

ben, 28.12.2016, 12:54

Dobrze grają! Spider chyba już sie zadomowił w kapeli i dobrze będzie, jak zostanie.