Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

Intencja a kompetencje, czyli kiedy za bardzo się chce

7 grudnia 2016, komentarze (4)

Jak to się dzieje, że w świecie pozornie nieograniczonych możliwości i haseł, że zawsze wszystko można itd. pojawia się tak wiele rozczarowań? Z jednej strony sprawa wydaje się prosta – chcesz coś osiągnąć, więc zakasujesz rękawy, bierzesz się do roboty i w końcu masz to, czego chciałeś. W praktyce jednak dzieją się z tym banalnym schematem rzeczy nie tyle dziwne, co zupełnie naturalne.

W pierwszej kolejności chodzi o to, że rękawy wprawdzie możesz zakasać, ale nie bierzesz się do działania. Oto główna przyczyna braku efektów. Nie ma działania, nie ma efektów, czy posługując się przysłowiem – bez pracy nie ma kołaczy, chociaż możesz mieć wokół siebie „zagrzewaczy do boju”, lecz i tu przysłowie się przydaje, że gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Przysłowia mądrością narodu, cóż, chyba coś w tym jest. Nosił wilk razy kilka, aż dostał przepukliny.

Druga przyczyna niepowodzenia to zbyt duża rozbieżność pomiędzy intencją, „chciejstwem” a poziomem kompetencji. Czyli – chcesz się nauczyć języka, wejść na wysoką górę lub zbudować piękne, muskularne ciało, bardzo tego chcesz, zrobiłbyś wszystko, by mieć piękne ciało, stać na szczycie góry i gadać po angielsku, jesteś gotów na wiele wyrzeczeń… No właśnie, zostaje tylko wziąć się do działania. Ale to nie wszystko. Bo jeśli nawet weźmiesz się do działania, może się okazać, że cała robota wcale nie idzie tak szybko, jak sobie wyobrażałeś lub – i to znacznie gorszy scenariusz – ktoś ci obiecywał. Potrzebujesz nabrać właściwej kondycji.

Bo jeśli życie zmusiło cię do nauki języka po np. dwudziestoletniej przerwie w uczeniu się czegokolwiek, efekty nie przyjdą od razu. Najpierw musisz „rozgrzać” potrzebny do tego mięsień, w tym przypadku mózg, i sprawić, żeby złapał lepszą formę i nastawił się na może nie nową, co od dawna niestosowaną formę pracy. Z pięknym, muskularnym ciałem jest oczywiście podobnie. Wskazane jest tutaj ćwiczenie małymi porcjami, zbliżanie się do celu drobnymi kroczkami. Zniwelujesz w ten sposób (przynajmniej odrobinę) rozdźwięk między ogromną chęcią, a jeszcze niskim poziomem kompetencji. W ten sposób osiągniesz efekty – czyli zaczniesz posługiwać się językiem, dysponując pięknym, muskularnym ciałem – nieco później, ale zaczniesz. I będziesz to doskonalić, jeśli uznasz, że tego potrzebujesz.

Bo zbyt duża rozbieżność rodzi najzwyklejszą frustrację i w rezultacie zniechęca. Ileż to osób poddało się praktycznie na początku nauki języka czy ćwiczenia wspomnianego pięknego ciała! Z jakiego powodu? Ano z takiego, że chcieli gwałtownych efektów, ale nie wzięli pod uwagę, że są nie rozgrzani. I nie szło, tak jak im się wydawało, że pójdzie. Rosnąca frustracja sprawiła, że rezygnowali. Bo człowiek sfrustrowany raczej nie jest skuteczny.

Wielka chęć nauczenia się czy zrobienia czegokolwiek to świetna prognoza na początek, jednak warto pamiętać o tym, że każdy z nas będzie potrzebował innej ilości czasu do osiągnięcia finalnego efektu. To, że ktoś nauczył się języka w pół roku, nie znaczy, że z tobą będzie tak samo – tobie zajmie to albo więcej, albo mniej czasu, w zależności od predyspozycji i wspomnianego poziomu kompetencji.

Zatem uświadomienie sobie rozbieżności między chęciami a kompetencjami to prawdziwy pierwszy krok. Następnie przychodzi racjonalna minimalizacja. Przy tej okazji pojawia się coś, co można by nazwać wiarą w zmianę: zmianę stanu twojej wiedzy i umiejętności, a co za tym idzie także zmianą twojej natury. Jeśli nie wierzysz, że taka zmiana jest możliwa (a jest takich osób naprawdę wiele – sam czasami muszę przywoływać się do porządku), uczenie się i rozwój zostaną znacznie spowolnione. Bo kiedy za bardzo się chce, człowiek zbyt mocno się spina, ogranicza swoje możliwości i elastyczność, a wtedy każde małe niepowodzenie (będące tak naprawdę wskazówką, że do jakiejś części tematu powinieneś podejść inaczej), stanie się barierą nie do pokonania. Najprościej mógłbym to ująć chyba tak – zachowajmy po prostu zdrowy rozsądek i racjonalne podejście. Ot, mądrość życiowa. A takie mądrości z reguły najtrudniej stosuje się w praktyce.

4 komentarze

hamama, 07.12.2016, 21:16

Oj tak, zgadzam się. Mało rzeczy dzieje się poprzez pstryknięcie palcem, a nauka języka, co przeżyłam na własnej skórze, to przygoda na dłuższy czas, a nie na parę dni, jak wielu ludziom się wydaje. Tak jak piszesz, potrzeba tu racjonalnej oceny własnych możliwości. Dodałabym, że przydałaby się jeszcze pokora, bo bez tego nie wejdzie się na żadną górę. PS. Bardzo ładne zdjęcie, wydaje mi się, że znam ten widok, gdzie to jest?

Mariusz Włoch, 07.12.2016, 22:13

Na zdjęciu Tatry, odcinek Kasprowy - Giewont.

Marcin M, 09.12.2016, 11:29

"Zachowajmy po prostu zdrowy rozsądek i racjonalne podejście" - to dość zdroworozsądkowe i racjonalne podejście :)

kama, 11.12.2016, 21:46

Czasami im bardziej się chce, tym gorzej wychodzi - tzw. syndrom zaciśniętych pośladków