Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Wstać lepszą nogą, czyli tydzień...

21 kwietnia 2017

Na wstępie tego stronniczego wpisu polecę zapożyczeniem z Gombrowicza: Wojciech Waglewski wielkim muzykiem i poetą jest, a jego muzyka i poezja...

Kawa w plenerze, czyli rowerowe zmagania z chłodem

13 listopada 2016, komentarze (3)

Zamieszkali w Norwegii Polacy donoszą o gwałtownych opadach śniegu i zimie, w Polsce na szczęście śnieg jeszcze nie spadł, więc przynajmniej zamiast na nartach można jeździć na rowerze. Doprowadziwszy nogę do stanu używalności po zeszłotygodniowej wywrotce na śliskich liściach (na ścieżce rowerowej w Policach – może to przez wyziewy z „Chemika”?), postanowiłem ponownie zażyć świeżego powietrza w pięknych okolicznościach dzikiej przyrody.

zdjcie_13_400Ruszyłem do rezerwatu Świdwie, który w wielu miejscach okrył się płaszczem opadających liści rosnących tam dębów. Płaszcz to dość zdradliwy, bo w pobliżu dębów dziki ochoczo zryły teren, szukając żołędzi. Zatem dziury i wyboje po dziczych ryjach sprawiają, że trzeba jechać ostrożnie, aby nie powtórzyć cyrkowego numeru z zeszłej niedzieli i nie pocałować ponownie matki ziemi.

Kolejne odcinki trasy prowadziły w przeważającej części asfaltem, co dla szerokich opon „górala” nie stanowi żadnej atrakcji. Poza tym robiło się coraz zimniej i nawet ciepła kawa, której zapas woziłem w termosie, tylko na krótko pomagała. Stojąc w miejscu i pijąc kawę w plenerze czułem przyjemne ciepło, jednak chwilę potem owiewał mnie chłód i szczypał w palce rąk i stóp.

Nie było w tej wyprawie niczego nadzwyczajnego, może poza tym, że w lasach nie pokazało się dziś żadne żywe zwierzę (to efekt zwiększonej obecności ludzi) i że czasem przez drzewa przeświecało słońce, dając ulotną nadzieję, że może jeszcze trochę poświeci i nas pogrzeje. Ale to tylko takie drażnienie się, bo słońce obdarza obecnie swym ciepłem inne tereny, więc musimy poczekać na swoją kolej. Chyba że podążymy za słońcem, tak jak w piosence zespołu 2+1: iść, ciągle iść, w stronę słońca…

zdjcie_3_400Więc podążałem za słońcem tak daleko, jak się dało, prawie „aż po horyzontu kres” (prawie, jak wiadomo, robi wielką różnicę), jednak około godziny 16 temperatura spadła tak znacznie, że mimo ciągłego ruchu odczuwałem coraz większy chłód. Kawa się skończyła, druga czapka pod kaskiem też niewiele dała. Na szczęście wkrótce dotarłem do domu i mogłem rozpocząć proces odmrażania.

I nawet teraz, kiedy to piszę, ciągle siedzę okryty kocem. Tak, robi się zimno i czas pomyśleć o stroju stricte zimowym. Jednak zimno wcale nie znaczy, że powinniśmy rezygnować z aktywności fizycznej, wręcz przeciwnie. Można tę aktywność co najwyżej lekko zmodyfikować, bo to przecież wspaniałe źródło endorfin, zwłaszcza w ten mroczny, jesienno-zimowy czas. Do zobaczenia gdzieś w terenie!

3 komentarze

martac, 14.11.2016, 21:26

Wczoraj byłam na Świdwiu dokładnie tam, gdzie robiłeś zdjecie, ale chyba o innej porze, bo sie nie spotkaliśmy

Mariusz Włoch, 19.11.2016, 17:35

To widocznie innym razem się uda :)

ya, 28.11.2016, 22:22

Podziwiam sportowy zapał i nieodmienną lekkość pióra. Tak trzymać!