Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

Zaburzone proporcje, czyli o konwersacyjnych terrorystach

27 września 2016, komentarze (6)

Człowiek ma dwoje uszu a tylko jeden otwór gębowy, by dwa razy więcej słuchać niż mówić. W praktyce często dzieje się jednak dokładnie odwrotnie. Czyli proporcje „dwa razy więcej słuchaj niż mów” zostają zaburzone. Oczywiście, że kwestia ilości i tempa wypowiadanych słów zależy od sytuacji i wielu ściśle powiązanych z nią czynników, jednak uśredniając na oko tę wielkość – stosunek słów wyprodukowanych i werbalnie uzewnętrznionych do tego, co człowiek usłyszał, jest zdecydowanie niekorzystny. Jakość wypowiadanych słów na razie pominę.

Wedle speców od udanej komunikacji, jednym z najważniejszych warunków nawiązania i podtrzymania kontaktu z innym człowiekiem jest umiejętność słuchania. Aktywnego słuchania, że uściślę. „Aktywne” słuchanie oznacza tu w lekkim zaokrągleniu krawędzi definicji bycie razem z rozmówcą, reagowanie na to, co i jak mówi, obserwowanie go i podjęcie próby wejścia – przynajmniej na czas rozmowy - w jego skórę. Czyli empatyczne podejście. Czyli „usłyszenie” tego, co on faktycznie mówi. Bo „słuchać” nie zawsze jest synonimem słowa „słyszeć”. Aktywne słuchanie sprawia, że twój rozmówca czuje, że jesteś z nim, rozumiesz go i że jesteś najlepszym partnerem konwersacyjnym świata, mimo że wypowiadasz znacznie mniej słów od niego. Powszechnie wiadomo przecież, że nie da się kogoś słuchać, jednocześnie gadając.

Masz tak często, że z jakiegoś powodu wypowiadasz podczas rozmowy mniej słów? Przyczyny takiego – w sumie to nie wiem, czy szczęśliwego czy wręcz przeciwnie - stanu rzeczy mogą być naprawdę różne, jednak zwykle dominuje ten najbardziej rozpowszechniony: twój rozmówca bierze cię na ilość, chce ci opowiedzieć „wszystko” i dodać do tego jeszcze parę tysięcy szczegółów. Może to i nienajgorsze rozwiązanie, jednak w pewnym momencie w rozmowie brakuje równowagi, a monolit twojej wytrzymałości słuchania zaczyna się kruszyć. I zaczynasz słabnąć, i chcesz się wycofać, i przestajesz przetwarzać te miliony sylab, płynących w twoim kierunku w tempie karabinu maszynowego… A gaduła ani myśli przestać! I co wtedy? Uciekać czy mimo wszystko starać się z całych sił i wytrwać?

Cóż, w rozmowie wskazana jest względna równowaga w wymianie informacji czy nawet grzeczności, jednak wielu konwersacyjnych terrorystów chce tylko wyrzucić z siebie zbędny balast werbalny i po dwóch godzinach ewentualnie zapytać: No, a co u ciebie? A ty już otwierasz własne usta, by coś powiedzieć, jednak już jest za późno, gaduła właśnie rozpoczął nowy monolog. Oczywiście, że w wielu przypadkach ma to swoje zalety – on / ona gada za ciebie, ty nic nie musisz, ale na dłuższą metę to chyba nienajlepsze rozwiązanie.

Dwoje uszu oznacza, że wypadałoby więcej słuchać niż mówić. Dwie ręce oznaczają, że wypadałoby więcej robić niż mówić. Podobnie z nogami – też są dwie i w połączeniu z rękami stanowią całkiem przyzwoity komplet. Nawet dziurki mamy w nosie dwie – pewnie po to, aby móc nabrać więcej powietrza i z większą mocą wziąć się do działania. Zamiast tyle gadać.

6 komentarzy

ya, 28.09.2016, 18:07

to w sumie nawet bardziej ekologiczne by było - o ile ciszej na świecie :)

hamama, 29.09.2016, 22:12

O tak, byłoby bardziej ekologicznie, cisza to dobre otoczenie, tyle że "terroryści" rzadko zauważają, że mówią za dużo. Ten typ rozmówcy nie należy do reformowalnych.

Mariusz Włoch, 30.09.2016, 14:42

"Reformowalność" to jak widać trudny temat, niestety.

hamama, 30.09.2016, 21:48

O tak, trudny, dlatego coraz częściej rezygnuję z "reformowania"...

Ania, 06.10.2016, 14:39

A jeśli mimo naszych pytań, usilnych prób i starań ktoś nie mówi nic, albo bardzo bardzo niewiele, to też jest konwersacyjnym terrorystą?

Mariusz Włoch, 06.10.2016, 20:41

Może być niemową...