Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Grudzień w środku lata, czyli Tomasza...

9 sierpnia 2018

Do napisania czegoś mądrego na temat albumu Tomasz Stańki December Avenue zabierałem się już ponad rok temu, zaraz po nabyciu płyty. Powyższe...

Radość i melancholia, czyli...

4 lutego 2018

Po piątkowym koncercie legendarnego zespołu TSA w szczecińskim klubie „Słowianin” dopadła mnie mieszanka radości i melancholii....

Dejot Kaczka, czyli tu nie będzie...

30 grudnia 2017

Koniec roku już jutro, więc od jakiegoś czasu trwają wszelakie podsumowania, zestawienia, wybory najpiękniejszych sukienek noszonych przez...

Czy ścieżka rowerowa ogranicza?

27 czerwca 2013

Dla cyklistów tzw. ścieżka rowerowa albo coś, co ją w jakimś stopniu przypomina, może być przyczyną wielu niedogodności – od kontuzji siedzenia z powodu słabej nawierzchni po złamania kończyn, kiedy nie uda się ominąć nagłej przeszkody.
I właśnie. Na początek część teoretyczna, a w niej pytanie: dla kogo przeznaczona jest ścieżka rowerowa? Odpowiedź wydaje się oczywista: dla rowerów, a raczej rowerzystów, którzy przemieszczają się po ścieżce za pomocą rowerów. Jednak rzeczywistość okazuje się inna i płata przeróżne figle, bo nagle okazuje się, że na ścieżkach rowerowych najczęściej znajdują się piesi, dziury (efekt zimy lub kradzieży kostki), samochody, zwierzęta (dzikie i oswojone).
Rowerzyści twierdzą, że są prześladowani (słusznie i niesłusznie) z różnych powodów – że jeżdżą po chodnikach, że jeżdżą po ulicy, że zajeżdżają drogę, itd. Zgadzam się z tymi zarzutami – sam jeżdżę przecież na rowerze i stosuję się do przepisów, ale czasem widuję takich rowerzystów, których powinno się zatrzymać i spuścić im potężny łomot za powodowanie zagrożeń na drodze. A potem powietrze z kół.
Jednak czasem rowerzyści są niewinni. Ostatnio byłem świadkiem takiego oto zdarzenia: ścieżką rowerową przy jeziorku na Derdowskiego jechał rowerzysta. Jakieś sto metrów przed nim, po lewej stronie ścieżki znajdował się mężczyzna. Stał z boku, na trawie i teoretycznie w niczym nie mógł przeszkodzić jadącemu dość szybko rowerzyście. Po prawej stronie ścieżki hasał sobie pies. Rowerzysta kontynuował podróż, ale jakie było jego zdziwienie, kiedy zauważył – niestety trochę za późno – że mężczyznę i psa łączy smycz. Nie pomogło ostre hamowanie. Smycz zrobiła swoje, reszta potoczyła się bardzo szybko. Po chwili rowerzysta z trudem podnosił się z asfaltowej nawierzchni.
- I co narobił? Po co tak szybko jeździ? – zaczął krzyczeć właściciel psa.
Rowerzysta patrzył na niego zszokowany. Może przez upadek. Po chwili przemówił:
- Pan zablokował ścieżkę. Chyba złamałem rękę.
- Co zablokował? Co zablokował? Jeździ taki jak wariat i jeszcze marudzi, że mu się blokuje! Zaraz policję wezwę! Nie będzie mnie tu jakaś głupia ścieżka ograniczać, będę chodził tam, gdzie chcę – krzyczał mężczyzna.
- A mnie pan razem ze swoim psem ogranicza poczytalność – powiedział rowerzysta, podszedł do krzykacza i wymierzył mu niezły cios w brzuch.
Nieładnie, prawda? Jeden cios załatwił sprawę. Na drugi się nie zanosiło, bo do obrony swego właściciela przystąpił pies. Pies był sporych rozmiarów.
Poturbowany rowerzysta szybko wsiadł na rower i odjechał. Na szczęście nie złamał ręki. Pan pogłaskał warczącego psa, wysmarkał nos i poszedł dalej.
Wiele rzeczy byłoby łatwiejszych – wystarczy respektować pewne zasady. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż wyłażenie pod jadący samochód czy – w tym przypadku – rower. A zwłaszcza na ścieżce rowerowej.
Swoją drogą, przydałyby się nam takie ścieżki, jak np. w Niemczech czy Skandynawii.

Brak komentarzy