Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Wstać lepszą nogą, czyli tydzień...

21 kwietnia 2017

Na wstępie tego stronniczego wpisu polecę zapożyczeniem z Gombrowicza: Wojciech Waglewski wielkim muzykiem i poetą jest, a jego muzyka i poezja...

Błysk na różowo, czyli 36 minut i 57 sekund z Heyem

10 lipca 2016, komentarze (1)

Bawiąc ostatnio zupełnym przypadkiem w pewnym markecie, który każe myśleć technologicznie, nabyłem najnowszą płytę zespołu Hey pt. Błysk. Co ciekawe, płytę wydano w tekturowych kartonikach o różnych kolorach, a tam, gdzie ją napotkałem, pozostała tylko wersja różowa, dlatego też nie miałem wyboru - chęć obcowania z muzyką zwyciężyła. A potem płyta – co w sumie naturalne – wylądowała w odtwarzaczu i się zaczęło…

Dziś coraz rzadziej zdarzają się płyty, stanowiące dobre połączenie tekstu i muzyki. „Błysk” to w tej materii połączenie idealne, jak to zresztą bywa w przypadkach Heya. Bo Kasia Nosowska pisze teksty, które stanowią odzwierciedlenie tego, co się wokół nas dzieje, zmuszając jednocześnie do niewygodnych przemyśleń.

Pstryknij na raz / potrzyj palce dwa / tyle to trwa / tyle życia masz / jesteś jak sen / drzemka, z której świat / obudzi się / i będzie trwał

No właśnie, życie to dość krótka przygoda każdego z nas na tej planecie, dlatego chyba warto dobrze to rozegrać, i zamiast zatruwać umysł durnotą i bezmózgowością polityków, powiedzieć:

Nie chcę słuchać tych historii / pojedźmy do lasu, do gór…

Cóż, temat tekstów to sprawa osobista, więc każdy i tak zrozumie je po swojemu.

Muzycznie mniej na płycie typowo rockowych gitar – więcej tu brzmień zaczerpniętych z innych gatunków, bo np. podczas słuchania drugiego na płycie utworu „I tak w kółko” poczułem się jak wtedy, gdy słuchałem holenderskiego The Gathering i płyty „Home” (to schyłek współpracy The Gathering z rewelacyjną wokalistką Anneke van Giersbergen). W innych utworach odzywały się echa new romantic z lat 80-tych, były motywy przypominające muzykę Massive Attack.

Jednak na łopatki kładzie utwór otwierający – „Prędko, prędzej”. Świetnie pomyślane, świetnie rozegrane, z mocą i wydźwiękiem. A potem już płyta płynie w taki sposób, że kiedy odtwarzacz zatrzymuje się po upływie 36 minut i 57 sekund, ręka sama bezwiednie łapie pilota, a palec wciska „Play”. Tak, to taka muzyka, od której trudno się oderwać. „Błysk” wciąga, hipnotyzuje, cieszy duchowo, choć jednocześnie niepokoi.

Poza tym – to informacja dla koneserów dźwięku – płyta jest bardzo dobrze nagrana, co w przypadku płyt z muzyką rockową nie zdarza się najczęściej. Mnóstwo tu różnych smaczków, dobrze pokazana jest przestrzeń, można poczuć się tak, jak gdyby zespół stał na scenie przed tobą i grał specjalnie dla ciebie.

36 minut 57 sekund to optymalny czas dla płyty, która nie zdąży znudzić słuchacza swą długością. To tak w odróżnieniu od innych gatunków muzyki, gdzie utwory trwają po 20 minut albo jeszcze dłużej, a treści w nich niewiele. Tu jest inaczej – krótko, konkretnie, do rzeczy. A wtedy włączasz płytę ponownie. I znowu. I po chwili znasz ją na pamięć. I podoba ci się coraz bardziej.

A kiedy większość ludzkości oczekuje dzisiejszego finału na Ełrze, ja zapuszczę raz jeszcze ten różowy krążek. Nie obejrzę dziś finału z dwóch powodów: po pierwsze nie mam telewizora, po drugie nie wydarzy się tam nic, co mogłoby mnie zmusić do dwóch godzin wgapiania się w ekran.

Bo mecz piłkarski to także zaledwie błysk, pstryknięcie na raz, potarcie dwóch palców. Czy jest tego wart, czy nie, niech każdy sam sobie odpowie.

Drugi i ostatni błysk / i po wszystkim i już nic / na czarnej panoramie nieba / końcowe napisy.

1 komentarz

Heyomaniack, 20.07.2016, 13:13

C U D N E !!!!