Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Radość i melancholia, czyli...

4 lutego 2018

Po piątkowym koncercie legendarnego zespołu TSA w szczecińskim klubie „Słowianin” dopadła mnie mieszanka radości i melancholii....

Dejot Kaczka, czyli tu nie będzie...

30 grudnia 2017

Koniec roku już jutro, więc od jakiegoś czasu trwają wszelakie podsumowania, zestawienia, wybory najpiękniejszych sukienek noszonych przez...

Błysk na różowo, czyli 36 minut i 57 sekund z Heyem

10 lipca 2016, komentarze (1)

Bawiąc ostatnio zupełnym przypadkiem w pewnym markecie, który każe myśleć technologicznie, nabyłem najnowszą płytę zespołu Hey pt. Błysk. Co ciekawe, płytę wydano w tekturowych kartonikach o różnych kolorach, a tam, gdzie ją napotkałem, pozostała tylko wersja różowa, dlatego też nie miałem wyboru - chęć obcowania z muzyką zwyciężyła. A potem płyta – co w sumie naturalne – wylądowała w odtwarzaczu i się zaczęło…

Dziś coraz rzadziej zdarzają się płyty, stanowiące dobre połączenie tekstu i muzyki. „Błysk” to w tej materii połączenie idealne, jak to zresztą bywa w przypadkach Heya. Bo Kasia Nosowska pisze teksty, które stanowią odzwierciedlenie tego, co się wokół nas dzieje, zmuszając jednocześnie do niewygodnych przemyśleń.

Pstryknij na raz / potrzyj palce dwa / tyle to trwa / tyle życia masz / jesteś jak sen / drzemka, z której świat / obudzi się / i będzie trwał

No właśnie, życie to dość krótka przygoda każdego z nas na tej planecie, dlatego chyba warto dobrze to rozegrać, i zamiast zatruwać umysł durnotą i bezmózgowością polityków, powiedzieć:

Nie chcę słuchać tych historii / pojedźmy do lasu, do gór…

Cóż, temat tekstów to sprawa osobista, więc każdy i tak zrozumie je po swojemu.

Muzycznie mniej na płycie typowo rockowych gitar – więcej tu brzmień zaczerpniętych z innych gatunków, bo np. podczas słuchania drugiego na płycie utworu „I tak w kółko” poczułem się jak wtedy, gdy słuchałem holenderskiego The Gathering i płyty „Home” (to schyłek współpracy The Gathering z rewelacyjną wokalistką Anneke van Giersbergen). W innych utworach odzywały się echa new romantic z lat 80-tych, były motywy przypominające muzykę Massive Attack.

Jednak na łopatki kładzie utwór otwierający – „Prędko, prędzej”. Świetnie pomyślane, świetnie rozegrane, z mocą i wydźwiękiem. A potem już płyta płynie w taki sposób, że kiedy odtwarzacz zatrzymuje się po upływie 36 minut i 57 sekund, ręka sama bezwiednie łapie pilota, a palec wciska „Play”. Tak, to taka muzyka, od której trudno się oderwać. „Błysk” wciąga, hipnotyzuje, cieszy duchowo, choć jednocześnie niepokoi.

Poza tym – to informacja dla koneserów dźwięku – płyta jest bardzo dobrze nagrana, co w przypadku płyt z muzyką rockową nie zdarza się najczęściej. Mnóstwo tu różnych smaczków, dobrze pokazana jest przestrzeń, można poczuć się tak, jak gdyby zespół stał na scenie przed tobą i grał specjalnie dla ciebie.

36 minut 57 sekund to optymalny czas dla płyty, która nie zdąży znudzić słuchacza swą długością. To tak w odróżnieniu od innych gatunków muzyki, gdzie utwory trwają po 20 minut albo jeszcze dłużej, a treści w nich niewiele. Tu jest inaczej – krótko, konkretnie, do rzeczy. A wtedy włączasz płytę ponownie. I znowu. I po chwili znasz ją na pamięć. I podoba ci się coraz bardziej.

A kiedy większość ludzkości oczekuje dzisiejszego finału na Ełrze, ja zapuszczę raz jeszcze ten różowy krążek. Nie obejrzę dziś finału z dwóch powodów: po pierwsze nie mam telewizora, po drugie nie wydarzy się tam nic, co mogłoby mnie zmusić do dwóch godzin wgapiania się w ekran.

Bo mecz piłkarski to także zaledwie błysk, pstryknięcie na raz, potarcie dwóch palców. Czy jest tego wart, czy nie, niech każdy sam sobie odpowie.

Drugi i ostatni błysk / i po wszystkim i już nic / na czarnej panoramie nieba / końcowe napisy.

1 komentarz

Heyomaniack, 20.07.2016, 13:13

C U D N E !!!!