Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Wstać lepszą nogą, czyli tydzień...

21 kwietnia 2017

Na wstępie tego stronniczego wpisu polecę zapożyczeniem z Gombrowicza: Wojciech Waglewski wielkim muzykiem i poetą jest, a jego muzyka i poezja...

Las, but i żmija, czyli parę słów o tym, że warto

28 czerwca 2016, komentarze (1)

Często się zdarza, że początkujący rowerzyści tak mocno skupiają się na fakcie dosiadania dwóch kółek (i siodełka, ma się rozumieć), że prawie nie zauważają, co ich otacza podczas jazdy. Wiadomo - podniecenie związane z dłuższą wyprawą i stopniowo dopadające zmęczenie trochę w tym przeszkadzają. W pewnej chwili wchodzisz w etap „Już dalej nie mogę”, a wtedy modlisz się o to, by już znaleźć się w domu, paść na kanapę i zostać tak do końca świata i jeden dzień dłużej.

Z drugiej strony stary rowerowy wyjadacz także zapada na podobne stany, a to głównie dlatego, że jego również dopada galopujące zmęczenie (i marzenia jak powyżej) oraz przekonanie, że skoro już tyle kilometrów przejechał, to z pewnością widział już wszystko, co rowerzysta tak zaawansowany mógł zobaczyć. Wydawałoby się, że pozostała już tylko rutyna i nuda. Nic bardziej mylnego.

Mogę się uznać za cyklistę z tej drugiej grupy, lecz mimo to – a może właśnie dlatego - robię wszystko, by podczas każdej wyprawy doświadczyć czegoś, czego wcześniej nie przeżyłem.

No i na przykład wczoraj wytoczyłem się zza zakrętu, a tu nagle ukazał mi się las (nie, nie, to nie był las krzyży) oświetlony przez opadające ku zachodowi słońce. Ten widok prezentuje zdjęcie główne, robione komórką, więc fajerwerków fotograficznych nie ma, zresztą nie o to tutaj chodzi. Widok był po prostu taki, że musiałem się zatrzymać i zrobić zdjęcie. Bo to nie jest tak, że piękne widoki są tylko w Norwegii, a u nas nie ma. W Norwegii widoki są inne, bo natura wygląda tam zupełnie inaczej niż u nas. A w Polsce jest tyle pięknych miejsc – wystarczy tylko chcieć je zobaczyć.

Kiedy już nasyciłem się pięknem podświetlonego lasu, oddałem się kontynuacji wędrówki, lecz wtedy dała o sobie znać prawa stopa, konkretnie górna jej część. Dała o sobie znać, czyli zaczęła boleć. Odzywała się już wcześniej w podobny sposób, jednak nie przejmowałem się tym zbytnio, bo – jak to mawia mistrz Szurkowski: „Jak boli, to widocznie musi.” No właśnie, jednak wczoraj stopa nie poszła na współpracę, nie dała o sobie zapomnieć, więc trzeba było zastosować rozwiązanie niestandardowe: wywlec język z buta, który ugniatał obolałe miejsce, i jechać dalej. Nie wyglądało to na jakoś szczególnie modnie, modowi ortodoksi z pewnością okrzyknęliby mnie „zdrajcą”, ale trzeba się jakoś ratować i jechać dalej.

No i jeszcze żmija. Tyle że żmija była wcześniej. Wyjeżdżając z przygranicznej wioski Rieth w Niemczech i jadąc w kierunku przejścia granicznego w stronę Nowego Warpna, trzeba pokonać jakieś 400 metrów leśną drogą. No i tam właśnie była ona. Zjechałem z asfaltu i wpadłem na leśną ścieżkę z prędkością ok. 30 km/h, gdy ujrzałem coś zielonego przed sobą. Pewnie jakaś trzcina albo co, pomyślałem. I już byłem blisko, już omijałem ową trzcinę, kiedy ta, przez nikogo nieproszona, zaczęła się ruszać. W ostatniej chwili odbiłem lekko w bok, by jej nie przejechać (i nie wywrócić się przy okazji), a ta podniosła głowę i najwyraźniej chciała dać mi w nagrodę całusa z jadem. Dobrze, że jechałem szybko, bo w przeciwnym razie wpiłaby się w moją łydkę i może tam została, a nie mam pewności, czy można jeździć rowerem ze żmiją w łydce. (Z wiadomych względów nie udało mi się uwiecznić owego okazu fotograficznie.)

Jazda na rowerze może dostarczyć wielu doznań. Czasem warto się zatrzymać, z rozdziawionym otworem gębowym rozejrzeć się wokół i doświadczyć piękna natury, innym razem trzeba dokonać zmian odzieżowo-technicznych nie bacząc na obowiązujące standardy, jeszcze innym razem przyśpieszyć lub drastycznie zwolnić, by uniknąć niechcianej randki z jadowitym gadem. Wszystkie trzy doznania mają jedną wspólną cechę: warto.

1 komentarz

martac, 30.06.2016, 14:19

Jako rowerzysta zaawansowany popieram! Ze żmiją chyba można jeździć, nie ma na to zakazu :)