Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

Zasznurować buty, czyli o samodzielności w uczeniu się

18 maja 2016, komentarze (9)

Pamiętam dzień, w którym nauczyłem się sznurować buty. Niedziela. Byłem wtedy przekonany, że z tak cenną umiejętnością zawojuję świat, bo teraz już nie jestem od nikogo zależny. To był powiew wolności w ujęciu kilkuletniego dzieciaka. Potem dochodziły kolejne rzeczy, których trzeba było się w życiu nauczyć. W wielu przypadkach odczucia miałem podobne.

Wiele lat temu zacząłem prowadzić zajęcia i mogę tylko potwierdzić, że samodzielność - zwłaszcza w uczeniu się - to niezwykle cenna umiejętność.

Oczywiście, że można podać gotowe rozwiązanie i uznać sprawę za pozytywnie rozpatrzoną. Na warsztatach językowych podawanie uczestnikom wszystkich słówek, o które zapytają, ma wiele zalet, jednak pod kilkoma warunkami. Tu wszystko rozbija się znów o przysłowiową rybę i wędkę.

Załóżmy, że ktoś na zajęciach – posłużę się tu przykładem z zajęć językowych – wypowiada się i nagle chce użyć słowa, którego nie zna bądź nie pamięta. W takiej sytuacji czasami podaję mu „gotowca”. Uczestnik kończy swoją wypowiedź, ktoś inny na nią reaguje i akt komunikacji można uznać za udany. Tyle że co się dzieje z tym nowym słówkiem, które pojawiło się na skutek potrzeby chwili? No właśnie – tu dzieją się różne rzeczy.

Bo najczęściej takie słówko popada w zapomnienie. W porządku – powiedziałem i tyle, myśli sobie uczestnik. Tylko że chwilę później może się okazać, że tamto słówko znów by się przydało (bo prowadzący znów zadał podstępne pytanie). I co wtedy? Trzeba zapytać ponownie. Hmm.

Na zajęciach to częste zjawisko – uczestnik pyta mnie o jakieś słowo, a ja z reguły podpowiadam. Jednocześnie obserwuję, co pytający robi z otrzymanym słówkiem. Jeśli tylko używa go w wypowiedzi, kieruję rozmową tak, aby tamto słówko znów stało się potrzebne. Normalna rzecz, że uczestnik raczej nie zdążył tamtego słówka zapamiętać. Więc pyta mnie ponownie. Wtedy podpowiadam, żeby sprawdził w słowniku. Dlaczego? Choćby i najmniejsze zaangażowanie związane ze znalezieniem słówka może sprawić, że uczestnik szybciej je zapamięta.

Co się dzieje dalej? Uczestnik znajduje słówko, zamyka słownik, odpowiada na pytanie i wyraża treść, którą chciał wyrazić. Chwilę później – jako trener odrobinę sadystyczny – ponownie i podstępnie wracam do tamtego słowa. I okazuje się, że w większości przypadków uczestnik nadal nie pamięta. Nachalną mową ciała ponownie wskazuję na słownik. Uczestnik ponownie bierze do ręki słownik, bo milczę jak grób i udaję, że też zapomniałem (co czasami faktycznie się zdarza, aż tak nieomylny i cudowny nie jestem).

Czasem przechodzimy przez tę procedurę kilkakrotnie – moim celem jest doprowadzenie do sytuacji, gdy uczestnik z własnej woli zanotuje sobie słowo, a potem zacznie się nim posługiwać: ułoży inne zdanie, zada pytanie, znajdzie synonimy czy antonimy. Tym sposobem znacznie zwiększa swoje szanse na zapamiętanie. A kiedy już pamięta nowe słowo i umie je zastosować w kilku kontekstach, nie musi co rusz sięgać do słownika, co jest oszczędnością czasu i energii. I zaczyna się lepiej komunikować. Przynajmniej w teorii.

Z reguły unikam podawania gotowych rozwiązań, bo to oznacza podawanie ryby. Lepiej podać wędkę, dzięki której sam złowisz sobie rybę. To znacznie bardziej cenna umiejętność, przynajmniej w moim mniemaniu. Miło jest obserwować, kiedy uczestnik staje się coraz bardziej samodzielny – wielu z nich zdołało mnie miło zaskoczyć już nie raz.

9 komentarzy

J, 18.05.2016, 18:32

Przepiękne buty i samo zdjęcie też bardzo mi się podoba :D

Mariusz Włoch, 18.05.2016, 19:49

Dziękuję. A dasz radę je zasznurować? ;)

J, 19.05.2016, 15:17

Od wczoraj kombinuje z tym sznurowaniem - może sznurowane skarpetki??? :)

J, 19.05.2016, 15:21

A co do ryby - niestety zauważam, ze ludzie często nie potrafią myśleć perspektywicznie, wiec wolą rybę tu i teraz niż możliwości połowu w przyszłości. Cóż, nie mi to oceniać....

sys, 19.05.2016, 17:36

znam takich, co tylko po to pytają nauczyciela, żeby go złośliwie zagiąć na jakimś słówku

Mariusz Włoch, 19.05.2016, 21:15

J - myślenie perspektywiczne to temat stosowany przez mniejszą część społeczeństwa, tak mi się wydaje, więc to chyba stąd się bierze to skupienie na rybie. sys - są tacy złośliwcy, pewnie, tyle że nauczyciel może się nauczyć, jak sobie z tym skutecznie radzić :)

Marcin M, 20.05.2016, 16:41

Mariusz, podoba mi się ta technika, bo sam jestem leniem i pewnie nie nauczył bym się za dużo słowek, gdybym wszystkie dostał na tacy.

Dorota K., 21.05.2016, 18:02

Gratuluję cierpliwości do takich uczniów. Ja też ich mam, ale w podobnych sytuacjach odpowiadam, że nie jestem słownikiem. Trochę im to daje do myślenia (robią zdziwione miny). Czasem wymyślam zestawy zdań do tłumaczenia ze słówkami, których nie chcą powtarzać sami. Szkoły już dawno zarzuciły "anachroniczne" systemy powtórek materiału, stąd może wynikać takie podejście. Bardzo dobry blog. Czytam chyba od 10 miesięcy, także po to, żeby nie zwariować, bo Twoje obserwacje dotyczące nauczania (zwłaszcza te groteskowe) są łudząco podobne do moich, co podnosi mnie na duchu. Przyznaję, że książki "Władca języków" nie kupiłam, bo przeczytałam ją siedząc przez kilka godzin na ławce w empiku.

Mariusz Włoch, 30.05.2016, 14:28

Doroto - dziękuję za miłe słowa. A jeśli ten blog jest przydatny, a na dodatek ratuje przed szaleństwem, to chyba umieszczę tu jeszcze parę wpisów :)