Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Grudzień w środku lata, czyli Tomasza...

9 sierpnia 2018

Do napisania czegoś mądrego na temat albumu Tomasz Stańki December Avenue zabierałem się już ponad rok temu, zaraz po nabyciu płyty. Powyższe...

Radość i melancholia, czyli...

4 lutego 2018

Po piątkowym koncercie legendarnego zespołu TSA w szczecińskim klubie „Słowianin” dopadła mnie mieszanka radości i melancholii....

Dejot Kaczka, czyli tu nie będzie...

30 grudnia 2017

Koniec roku już jutro, więc od jakiegoś czasu trwają wszelakie podsumowania, zestawienia, wybory najpiękniejszych sukienek noszonych przez...

Dobrze, że mam pasek, czyli o przyjemnościach jazdy na rowerze

12 maja 2016, komentarze (3)

Niewątpliwie najważniejszą korzyścią z jazdy na rowerze jest doskonale wysmarkany nos. Nawet zakatarzone, mocno zapchane nosy ożywają podczas jazdy, samoczynnie udrożniają się i wracają do życia, głównie dlatego, że oddychanie jest raczej zalecane podczas uprawiania sportu. A jak to mówią, w czystym kominie i cug lepszy.

Wysmarkać nos można w trakcie jazdy, żeby nie tracić energii i czasu – zatykasz jedną dziurkę i wydmuchujesz drugą, potem na odwrót. Oczywiście, że można się przy tym osmarkać, jeśli akurat źle ustawisz się do wiatru, ale co tam, ważne, by powietrze docierało do płuc i dodawało ci mocy (po jakimś czasie nabierzesz w tym wprawy). W każdym razie rower leczy katar.

Z tym smarkaniem to taki mały żarcik, bo zalet z jazdy na rowerze jest znacznie więcej i o znacznie większym ciężarze gatunkowym – mam na myśli ogólnie pojęte zdrowie i kondycję fizyczną. Sport – zasadniczo chyba każdy jego rodzaj – uwalnia endorfiny i sprawia, że lepiej się czujemy. Krew szybciej krąży, mięśnie pracują i czasami zaczynasz przeklinać ten głupi pomysł biegania czy innej jazdy figurowej na łyżwach, ale potem otrzymujesz nagrodę – poczucie błogości i cudowne odprężenie, kiedy już zakończysz trening.

A czasami tak potwornie się nie chce ruszyć… Odzywają się „misie” – nie chce misie, oj, jeszcze jak… Druga rzecz, że życie nie składa się tylko ze sportu, więc tu warto znaleźć złoty środek.

Wiosna trwa w rozkwicie, a jazda na rowerze akurat teraz to cieszenie wzroku cudowną zielenią budzącej się do życia natury. Nie wiem, czy jest coś, co mogłoby zastąpić takie widoki. Poza tym doznania audialne i kinestetyczne: śpiew ptaków, szum wiatru, grzejące słońce, pot spływający po plecach… To także sprawia, że wydzielają się endorfiny. Czyli porcja endorfin właśnie została podwojona. I chyba tak to właśnie wygląda – potem wszystko przychodzi łatwiej, traktujesz większość rzeczy z w sposób „a co tam, niech mu będzie”, „mogę to zrobić potem, przecież świat się od tego nie zawali, a jeśli nawet, to jego wola”, „a może ona faktycznie ma rację” itd.

Podróżowanie rowerem dostarcza także bodźców socjologicznych. Po drodze napotykasz masę ludzi – na rowerach i na nogach, takich, którzy wykonują nieskoordynowane ruchy na środku drogi, albo takich, którzy stosują się do wszelkich zasad. Pojawiają się psy, sarny i inne zwierzęta. Plus kierowcy, a kierowcy są jak wiadomo różni. Oprócz normalnych użytkowników trafiają się niestety tępaki, którym zawsze – mimo całkowicie pustej drogi - brakuje miejsca i mijają cię o centymetry, trąbią, po czym pomstują z użyciem nagannej lingwistyki. Oni widocznie nadają na zupełnie innych falach i doświadczają czegoś innego.

Wiosna i rower, rower i wiosna – dobre połączenie. Zresztą, rower pasuje do każdej pory roku, jeśli tylko masz ochotę na nim jeździć. A gdy jeździsz trochę więcej, chudniesz. Chyba właśnie dlatego spodnie znów zaczęły zjeżdżać mi z tyłka. Dobrze, że mam pasek.

3 komentarze

martac, 14.05.2016, 20:47

Wszystko prawda! Rower uber alles!

Marcin M, 16.05.2016, 16:12

Jedna rzecz mnie tu ciekawi najbardziej - jak znajdziesz metodę na wydalanie innych płynów i nie tylko podczas jazdy to napisz nowy artykuł ;)

Mariusz Włoch, 17.05.2016, 16:26

W odważnym kierunku podąża Twoja ciekawość, Marcin :)