Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Technologia tak ma, czyli gdy dokucza językowy przesyt

31 marca 2016, komentarze (4)

Żyjemy w czasach, kiedy wszystkiego jest za dużo. Mamy dostęp do rzeczy, o których nie śniło się ludziom choćby i 20 lat temu. Tym sposobem można by pomyśleć, że obecne życie jest łatwiejsze. W wielu aspektach z pewnością tak się właśnie dzieje – jednak w sprawach nauki języków wygląda to nieco inaczej, a czasami wręcz odwrotnie.

Technologia nie zastąpi tego, co przy nauce języka jest nieodzowne – praca własna, kojarzenie językowych faktów czy choćby mechaniczne zapamiętywanie. No i WYTRWAŁE, REGULARNE ĆWICZENIE. Tego nie zrobi za człowieka żadna maszyna (ani tym bardziej żadna książka) – owszem, może bardzo pomóc w nauce, ułatwić powtarzanie czy naukę wymowy, jednak nie zrobi tego ZA. Więc człowiek nadal jest skazany na przyswajanie sobie języka we własnym zakresie - tak naprawdę nic się w tym temacie nie zmieniło, odkąd człowiek zaczął posługiwać się językami. Tyle że dziś mamy po prostu więcej możliwości.

Istnieje masa źródeł, które mogą pomóc przy nauce nowego języka. „Masa źródeł” oznacza często „nadmiar”, bo w dzisiejszej liczbie dostępnych opcji niekiedy naprawdę trudno się połapać, co jest warte twojej uwagi, a co nie. Kiedy już zbierzesz pewne doświadczenia, nabierzesz pewnej wprawy w wynajdywaniu rzeczy wartościowych.

Internet, programy, aplikacje – każde z tych źródeł pomaga, oczywista sprawa, jednak dzisiejszy człowiek stracił cierpliwość i wytrwałość, by skupić się konkretnie na jednej rzeczy. Trochę to trudne, kiedy w kolejce czekają kolejne, kolorowe, błyskające możliwości. Mogę to zrozumieć i jakoś specjalnie się temu nie dziwię. Mimo wszystko szukamy czegoś, co może nie od razu wykona robotę za nas, ale przynajmniej mocno zredukuje wkład osobisty. Póki co taka opcja jeszcze nie istnieje.

Podobnie ma się sprawa z podręcznikami – który wybrać, żeby okazał się tym najwłaściwszym? W takiej sytuacji niektórzy kupują wszystko, co jest dostępne w księgarni czy w sieci, a potem pojawia się dylemat, z czego korzystać najpierw. Często się zdarza, że ktoś kupuje masę książek i faktycznie zaczyna pracę z jedną z nich, potem nagle pojawia się myśl, że może ta druga będzie lepsza, więc przenosi się na tę drugą itd. Po pewnym czasie możesz odczuć zniechęcenie, no i nabrać niechęci do języka, który przecież niczemu nie zawinił.

A jak mawiał ojciec Callan – lepiej poznać jedną książkę bardzo dobrze niż kilka książek „po łebkach”.

Zatem najważniejsza sprawa – co wybrać? To sprawa osobistych preferencji. Bo wybór mamy ogromny – technologia ma nam ten wybór dawać. I tak właśnie robi. A kiedy już wyboru się dokona, warto się go trzymać – czyli przyswoić sobie materiał z całej książki lub wchłonąć wszystko, co daje jakaś aplikacja. Potem możesz rozwijać swoje umiejętności na materiałach z wyższego poziomu lub tak, jak sobie zażyczysz i jak będzie ci wygodnie. Oby tylko dawało rezultaty, bo to chyba jest najważniejsze.

4 komentarze

Marcin M, 01.04.2016, 22:59

To chyba o mnie - mam całą stertę ksiąek do angola i co jakiś czas biorę sie za pierwszą z brzegu i powtarzam, a potem mi przechodzi...

hamama, 02.04.2016, 18:31

Często jest tak, że korzysta sie z jakiejś książki, a kiedy robi sie trudniej i trzeba się przyłozyć do roboty, sięgamy po inną która wydaje sie łatwiejsza. Trochę jak z kozą, której sie wydaje, że trawa za płotem jest bardziej zielona ;)

ivo, 04.04.2016, 16:28

a kto to jest ojciec Callan?

Mariusz Włoch, 04.04.2016, 18:03

Ojciec Callan to ojciec metody bezpośredniej - Metody Callana.