Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

Opór materii, czyli jak (nie) zmieniałem 40-letniego faceta

6 marca 2016, komentarze (4)

Zacznę od banału – w twoim życiu może dojść do zmiany, jeśli sobie na nią pozwolisz. A kiedy się czegoś uczysz, zachodzi w tobie zmiana. Jeśli zmiana nie zachodzi, może to oznaczać, że się niczego nie nauczyłeś. To takie tandetne uogólnienie, jednak w wielu przypadkach się sprawdza. Większość ludzi podejmuje uczestnictwo w różnych kursach czy warsztatach, aby nabyć nowe umiejętności bądź ulepszyć te nabyte. Tylko że większość tej większości nie chce przyjąć do wiadomości, że warto odejść od niektórych nawyków, najczęściej tych wpojonych w szkole i wysoce nieskutecznych.

No i z tym dzieje się największy dramat. Bo jeśli ktoś przychodzi na kurs językowy, to na pierwszym planie powinien postawić na mówienie w nowym języku, aby się nauczyć nim posługiwać. Chcesz być piłkarzem - biegasz, kopiesz piłkę, ćwiczysz zwody, uniki, udawanie fauli, kondycję. Chcesz być specem od komputerów - spędzasz godziny przed różnymi sprzętami tego typu i majstrujesz, szukasz, doświadczasz, ćwiczysz. Chcesz mówić w nowym języku - zaczynasz od podstaw, ćwiczysz, rozwijasz swe umiejętności, ćwiczysz itd.

Podczas każdego z wymienionych wyżej procesów niezwykle przydatna jest rada kogoś, kto już to umie i może ci pomóc, jak przez niektóre etapy przejść szybciej, łatwiej i z lepszymi efektami. Warto kogoś takiego słuchać i skorzystać z jego wiedzy, z bardzo prostej przyczyny – ten ktoś już coś wie, trochę doświadczył, trochę umie.

I tu pojawia się największy opór materii. Ludzie mają swoje nawyki, od których za nic w świecie nie chcą odejść, mimo że te nawyki są całkowicie niepraktyczne, nie przynoszą rezultatów, a nawet są szkodliwe, bo podcinają skrzydła uczącemu się, zabierają mu więcej czasu i odbierają energię.

Stykam się z takimi osobami na co dzień, więc wielokrotnie już miałem okazję podpowiadać: jak lepiej uczyć się słówek czy budować rozmowy, jak potraktować teksty czy podręczniki w inny, praktyczny sposób. Jednak tu napotykam na opór. Stare nawyki są jak zaciągnięty na stałe hamulec ręczny. Bo ze zmianą jest tak, że czasem wystarczy maleńka, mikroskopijna zmiana pewnego aspektu zachowania, która następnie sprawi, że wszystko potoczy się znacznie lżej.

Miałem kiedyś taką właśnie sytuację – pewien czterdziestolatek uparcie odmawiał podejścia do nauki języka w prostszy, bardziej praktyczny sposób. Trwał przy swoim i nic do niego nie przemawiało, a każda podpowiedź z mojej strony odbierana była jako atak. To częsta reakcja (można sobie zadać pytanie, czy warto w ogóle pomagać ludziom). Człowiek ten w pewnym momencie zaczął krzyczeć, że jakim prawem „chcesz zmieniać 40-letniego faceta”?

Otóż po pierwsze – zmiana drobnego aspektu zachowania nie oznacza zmiany osobowości; po drugie – ta drobna zmiana miała służyć poprawie efektów; po trzecie – wcale nie chcę nikogo zmieniać, jeśli on tego nie chce, tak naprawdę mam to gdzieś, bo każdy ma prawo do takiego życia, jakie sobie wymarzył i byłoby najlepiej, gdyby się tego trzymał.

Zadanie trenera nie brzmi „zmieniaj ludzi”. Trener ma im pokazać, że mogą wiele zrobić dzięki wskazówkom, których on może im udzielić z własnego doświadczenia. Czy skorzystają z tych wskazówek, to już inna para kaloszy, na które jako trener nie mam wpływu i – mówiąc wprost – wcale takiego wpływu mieć nie chcę. Chyba że ktoś uzna, że jest mu to potrzebne. Wtedy wspólna praca wchodzi na inny poziom – poziom współpracy, gdzie znika opór materii. I nawet wspomniany 40-latek mógłby zrobić coś nowego dla siebie, jeśli tylko by sobie na to pozwolił. Tak to już z tym życiem jest. Mogę się mylić, oczywiście.

4 komentarze

Jadzia, 07.03.2016, 11:21

Bez zmiany nie ma rozwoju, już ten świat tak jest urządzony. Co nie zmienia faktu, że siła przyzwyczajeń często bierze górę.

Marcin M, 07.03.2016, 12:41

Zgadzam się z tym, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, przez to tak trudno jest się uwolnić od tej "natury". Ale w niektórych przypadkach po prostu trzeba się uwolnić, bo inaczej się nie da. Domyślam się, że z klientem zamkniętym pracuje się cięzko, jeżeli da sie z nim pracować.

Jadzia, 07.03.2016, 13:17

A zamknięty i uparty? To jest dopiero połączenie! W takich przypadkach chyba lepiej odpuścić od początku. Tylko czy ktoś taki zdaje sobie sprawę, że sam siebie ogranicza?

Mariusz Włoch, 07.03.2016, 19:04

Taki ktoś raczej nie wie, że się ogranicza, albo robi to celowo, żeby nie dać z siebie więcej niż by mógł. Tylko że mimo wszystko taka osoba oczekuje rezultatów, których nie osiągnie, bo odcina sobie do nich drogę. Tak właśnie powstaje błędne koło - robić w kólko to, co się robiło i oczekiwać innych efektów.