Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

Być jak Madame, czyli o tym, że warto żyć z pasją

1 lutego 2016, komentarze (5)

Warto żyć z pasją, czyż nie? Ponownie zaglądam do książki Antoniego Libery „Madame”. O czym jest? W skrócie: „Madame” to opowieść o przygodach młodego ucznia zafascynowanego swoją nauczycielką francuskiego, kobietą atrakcyjną i rozbudzającą marzenia nastolatka. Młokos ów nieźle kombinował, aby dotrzeć do istoty swych westchnień, stosował różne fortele, podstępy i inni figle, by tylko znaleźć się jak najbliżej swej muzy. Akcja powieści toczy się w oparach powojennego socjalizmu, kiedy rządzi tępy proletariacki duch – w tej rzeczywistości postać Madame stanowi światełko w tunelu, znak, że jeszcze nie wszystko stracone, że można, że jest nadzieja. Nic dziwnego, że młodzież, zwłaszcza męska, lgnie do pani od francuskiego dość mocno. Dodam tylko tyle, że w końcu naszemu bohaterowi udaje się dotrzeć do swej wymarzonej i w pewnej formie spełnić swe marzenia, jednak to nie stanowi pełnej satysfakcji. Więcej nie napiszę, zapraszam do lektury, bo naprawdę warto, zwłaszcza dla tych, którzy kochają powieści zawierające nieco więcej niż tylko suche „tu wszedł, tam wyszedł, żyli długo i szczęśliwie”.

Droga do zdobycia kobiecego serca różnymi wiedze drogami, zatem nasz bohater też musiał jakiś sposób znaleźć, aby mieć choćby i cień nadziei. Robił więc wszystko, aby upodobnić się do swej wymarzonej, która bardzo mocno inspirowała go do pochłaniania języka francuskiego – chciał być taki, jak ona, by być bliżej niej. Co prawda tylko duchowo, jednak w niektórych przypadkach taka bliskość daje znacznie lepsze i trwalsze rezultaty niż fizyczne obniżenie poziomu młodzieńczej chuci rozbuchanego hormonalnie podlotka. Co do serca - czy owo serce zdobył, trudno jednoznacznie określić, ale przy okazji wielu rzeczy się nauczył.

W ponurym i szarym świecie Madame żyła z pasją, rozwijała swoje zainteresowania. Tak, żyła z pasją. Bez pasji nie ma postępu ani rozwoju. Jak to się odbiło na głównym bohaterze? Też w końcu zaczął prowadzić zajęcia i to, jak to robił, powinno być wskazówką dla wielu początkujących adeptów tej trudnej sztuki:

Aż wreszcie wszedłem na „scenę”, to znaczy, na katedrę, i zagrałem… Zagrałem! Jak jeszcze nigdy dotąd. Z milczącego dotychczas, niepozornego studenta przeistoczyłem się raptem w błyskotliwego gwiazdora i prestidigitatora. Z mych „czarodziejskich” ust lała się strumieniami perlista francuszczyzna; na moich lekcjach nie wolno było mówić po polsku; a wszystko się toczyło w zawrotnym tempie – presto. Ćwiczenia, konwersacja, ani sekundy ciszy. Jeśli ktoś czegoś nie umiał lub mylił się albo dukał, przerywałem w pół słowa i kończyłem za niego. Byłem niczym dyrygent, co gra za całą orkiestrę, albo wirtuoz-solista, który nie zważa na to, że zespół sobie nie radzi czy zgoła się pogubił, i sam kontynuuje w porywającym stylu. Sypałem anegdotami, cytowałem z pamięci fragmenty wierszy i sztuk (w tym, oczywiście Racine’a), epatowałem aktorstwem, erudycją, dowcipem. Potrafiłem też czasem lekko ukłuć ironią, kiedy się spotykałem z zupełną bezradnością albo tępą niemotą. Byłem magiem, Prosperem, byłem… „nie z tego świata”.

A kreacja ta niosła następujące przesłanie:

„Widzicie? Można i tak - prowadzić lekcję, uczyć. Co tam – uczyć! Szybować! Można w ten sposób żyć! Można być takim człowiekiem!”

Cóż, piękne słowa, a i doznania bohatera z pewnością też takowe były. Z pasją można żyć, wszystko można robić z pasją, a wtedy nie ma nic, bo by obrzydzało codzienne czynności, a już na pewno nie to, co nazywamy pracą. Jeśli idziesz do pracy z przyjemnością, korzystają na tym wszyscy, a ty najbardziej. Tylko czy to wtedy jeszcze jest praca czy już niekończąca się przyjemność?

PS. W sprawie cytowanego wyżej opisu brawurowego prowadzenia zajęć – każdy prowadzący powinien jednak pamiętać o jednym: mimo wszystko warto brać pod uwagę odbiorców, bo jeśli poszybujesz, a twoi uczniowie zostaną na ziemi, to niewiele z tego wyjdzie. Jakieś dopasowanie jest wskazane. Ale pasja i tak jest najważniejsza.

5 komentarzy

martac, 02.02.2016, 23:18

Pasja pasją, ale trochę bym sie chyba bała takiego nauczyciela, takiego maga i Prospera :) Poza tym czuję sie zachęcona do przeczytania ksiażki.

hamama, 03.02.2016, 17:37

Gdyby nauczyciele w szkołach pracowali z taką pasją, byliby w stanie zamienić zbieraninę uczniów w nieźle grające orkiestry. A tak mamy to, co mamy i raczej nieprędko się to zmieni.

Kati, 03.02.2016, 17:50

Oj, tam, znowu narzekacie na nauczycieli. Doceńcie tych, którym chce się poszybować, tacy też się zdarzają. I jak widać z lektury, zdarzali się tez wcześniej.

Mariusz Włoch, 03.02.2016, 22:25

Jest wielu nauczycieli, którzy potrafią szybować. Sam znam wielu takich, którzy w szkołach nie mogą tego robić, bo natychmiast reszta "zwyczajnych" ściąga ich do swojego poziomu. Mimo to warto szybować, tylko nie za wysoko, bo można powtórzyć błąd Ikara :)

E., 03.01.2017, 20:49

Ale też nie rzuca się pereł przed świnie i nie wszystko dla wszystkich...Pracując 20 lat, wiem coś o tym.