Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Taniec z poziomami, czyli tu chodzi o...

10 września 2018

Oznaczanie podręczników językowych poziomami jest dziś czymś tak oczywistym, że dla większości osób właśnie to kryterium staje...

Lingwistyczna brawura, czyli osobisty sposób na język

25 stycznia 2016, komentarze (6)

Sposobów na naukę języków jest mniej więcej tyle, ilu ludzi. Czyli ponad 7 miliardów (przy założeniu, że każdy chce się jakiegoś języka nauczyć). Gdyby każdy chętny miał 5 własnych, unikalnych sposobów, liczba opcji wzrasta do 35 miliardów. Sporo. Ale ile to możliwości! To jednocześnie także nieco zasmucające, bo w ciągu życia nikt z nas nie miałby najmniejszej szansy przetestowania choćby i małej części tego oceanu możliwości. Dlatego znacznie zdrowszym rozwiązaniem jest poszukanie własnego sposobu i udoskonalenie go do tego stopnia, aby sprawiał przyjemność (bo czymże innym jak nie przyjemnością jest nauka języka?) i przynosił wymierne efekty.

Mogę śmiało powiedzieć, że nie ma idealnych metod - poza metodą, którą sam opracowałem, ma się rozumieć, Metodą Bezpośredniej Komunikacji (to taki żarcik, nie bierz tego na serio). A skoro tak, to każda metoda jest dobra i będę o tym w kółko przypominał, bo coś, co podoba się jednemu, komu innemu może w ogóle nie przypaść do gustu. I to tyle w kwestii osobistych upodobań. To teraz o skuteczności. To także sprawa osobista.

Przeglądałem sobie ostatnio książkę Antoniego Libery pt. „Madame” i wpadł mi w oko fragment opisujący działania głównego bohatera w kwestii uczenia się języka francuskiego. Ów osobnik stosował podejście, które często podpowiadam uczestnikom moich zajęć, aby je stosowali. Najlepiej opisuje to wszystko sam autor, więc jemu oddaję tu czcionkę:

Z podrażnioną ambicją wracałem do nauki i zaciskając zęby, wkuwałem dziesiątki zasad, wyrazów i idiomów, dopóki nie nabrałem jakiej takiej biegłości. Stosowałem też inne metody i zabiegi. Uczyłem się pisać po polsku – jak gdyby po francusku. Polegało to – z grubsza – na upraszczaniu myśli, na takim jej wyrażaniu, by się dawała z łatwością wyłożyć w obcym języku. Uczyłem się wreszcie na pamięć całych zdań lub sekwencji, które wpadały mi w ucho lub efektownie brzmiały, by móc się w stosownych momentach popisać w towarzystwie – jak brawurowym pasażem.

A jak długo trwała nauka taką brawurową metodą i kiedy miało miejsce owo popisywanie się? Bohater zdradza i tę tajemnicę:

Po latach trudów i ćwiczeń.

Tak, nauka języka to proces, który może trwać od paru dni do kilkudziesięciu lat – wszystko zależy od tego, po co się uczysz, ile chcesz się nauczyć i z jaką częstotliwością i ogólnym nastawieniem to robisz. Piszę o tym w książce „Władca Języków, czyli prawie wszystko o tym, jak zostać poliglotą”.

Wszystko zależy od ciebie:

a) na szczęście*

b) niestety*

*niepotrzebne skreślić

6 komentarzy

martac, 26.01.2016, 19:43

Fajna metoda z tym pisaniem, kiedyś nawet tak robiłam, ale potem nikt nie rozumiał o czym mówię; pewnie za dużo brawury w tym było :)

J, 27.01.2016, 12:54

lata trudów i ćwiczeń - a ludzie myślą, że odbębnią 100 lekcji i już będą mówić perfekt w nowym języku

ivo, 27.01.2016, 14:37

a to nie ma "cudownych" metod???????? :)

Mariusz Włoch, 28.01.2016, 00:09

ivo, jest cudowna metoda - Metoda Bezpośredniej Komunikacji. Wystarczy się uczyć i używać języka i gotowe ;)

ivo, 28.01.2016, 12:47

no i właśnie w tym "uczyć" jest problem - wolałbym cud :D

Mariusz Włoch, 29.01.2016, 12:13

ivo, nic prostszego - cudem jest ten komputer, który jest w głowie każdego z nas - mózg. A potem wystarczy go tylko właściwie używać i po krzyku :)