Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Gdy brak ci słów, czyli małe zwierzątko, które gładzi grzechy świata

7 stycznia 2016, komentarze (9)

Zwykło się mówić o złośliwości przedmiotów martwych, jednak słowa – twory poniekąd nieco żywsze – także bywają złośliwe. Złośliwość ta ujawnia się głównie wtedy, kiedy potrzebujesz jakiegoś słowa na przysłowiowy gwałt, a ono za nic w świecie nie chce ci się przypomnieć.

Kiedy posługujesz się kilkoma językami, czasem bywa tak, że potrzebne słówko wprawdzie się przypomni, ale nie w tym języku, w którym jest akurat potrzebne. Zdarza mi się dość często, że nagle potrzebuję jakiegoś słowa, niech to będzie np. „stół” w języku niemieckim, a tu mi się przypomina po norwesku – „bord”. Na domiar złego, norweskie „stol”, przypominające do złudzenia pożądany „stół” oznacza mebel ze stołem związany, ale nie jest to pokrewieństwo najbliższe, bo „stol” to po norwesku „krzesło”. No dobra, meble meblami, ale co trzeba zrobić w sytuacji, kiedy muszę powiedzieć, o co mi chodzi?

Najprostszą metodą jest użycie krótkiego i możliwie najprostszego opisu, np. „to takie coś, przy czym się siada i na czym stawia się posiłki”. Większość rozmówców pewnie się domyśli, zwłaszcza jeśli dodasz do swojej definicji różne gesty i ruchy precyzujące twój niepełny komunikat. A jeśli rozmówca się nie domyśli, to potem, kiedy już będzie wiadomo, o co chodziło, niech za karę zje posiłek na stojąco, a ty sobie usiądź i delektuj się smacznym pokarmem. Żartuję, nie będziesz przecież taki okrutny, prawda?

Krótki opis z reguły spełnia swoje zadanie i w bardzo krótkim czasie staje się jasne, w czym rzecz. A potem, kiedy już jest po sprawie, przypomni ci się to złośliwe słowo, które schowało się w najgorętszym momencie. Nagle ni z tego, ni z owego wróci do ciebie niemieckie „Tisch” (może nawet z rodzajnikiem). Jak już mówiłem, zdarza mi się to na zajęciach, bo to proces normalny.

Co do tych opisów, to jedną rzecz muszę tu dodać – jakość twojej wypowiedzi będzie zależeć od poziomu twojego językowego zaawansowania. Na etapie początkowym nie podasz jakiegoś encyklopedycznego opisu, bo jest na to za wcześnie. Potem, gdy twój język coraz bardziej giętki stawał się będzie, takie też staną się twoje wypowiedzi. A opisywana tu sprawa to oczywiście jedna z bardzo potrzebnych form wypowiedzi. Sam też nie stosuję nie wiadomo jak zaawansowanych definicji na początkowym czy lekko średniozaawansowanym etapie, choć mógłbym. Nie robię tego z dwóch powodów: 1. Uczestnik zajęć prawdopodobnie tego jeszcze nie zrozumie i może się tym faktem zasmucić; 2. Szkoda mojego gadania, skoro i tak nie osiągnę celu.

Reasumując – jeśli zapomnisz jakieś słowo, nie załamuj rąk, tylko zastosuj ten stary, sprawdzony sposób. Opisz potrzebne ci słowo tak dokładnie, jak tylko się da, bez zbędnego komplikowania, użyj rąk, nóg, dostępnych rekwizytów, po prostu wszystkiego, co masz w swoim zasięgu. I obserwuj reakcje rozmówcy. Jeśli zauważysz, że twoje opisy idą w złą stronę, zmień kierunek lub temat rozmowy. To wyjście awaryjne.

W języku ojczystym słowa też uciekają. Kiedyś tłumaczyliśmy nazwę zespołu „Lamb of God”. I wyszło, że „lamb” to „no, jak to się nazywa, takie z wełną, takie małe zwierzątko…” i wtedy ktoś drugi dodał „które gładzi grzechy świata”. „No, tak!” zawołał ten, który nie mógł sobie przypomnieć nazwy zwierzątka po polsku. Baranek. Poszło szybko, nie zdążyliśmy zacząć sobie baranka pokazywać.

9 komentarzy

Marcin M, 07.01.2016, 22:30

To zapominanie słowa po polsku to też dobry sposób, żeby nie powiedzieć czegoś wprost albo żeby nie używać nazwisk, np. dwóch takich, co ukradli Księżyc. Wszyscy wiedzą, o kogo chodzi, a nazwisko nie padło. W sprawie słówek w obcych językach to zawsze w takiej sytuacji stosowałem kalambury pokazywane, najbardziej na niemieckim - najprościej było mi pokazać Adolfa z Austrii :)

Mariusz Włoch, 07.01.2016, 23:30

Cóż, może postać wspomnianego Adolfa jest postacią niestety znaną, to jednak pokazanie go wymagało z pewnością sporego zaangażowania aktorskiego :)

martac, 08.01.2016, 20:27

Baranek - male zwierzątko, które gładzi grzechy świata. Takiej definicji baranka jeszcze nie znałam :)

hamama, 09.01.2016, 00:06

Piękny jest ten baranek na zdjęciu. Przy nim tracą moc wszystkie grzechy i wszelakie językowe trudności. Mi osobiście zawsze podobał się opis: to ten facet, co to mu się kamień wysmykuje pod samym szczytem. Próbowałam się tego nauczyć, ale była to syzyfowa praca :)

martac, 09.01.2016, 20:20

hamama, myślisz, że ten baranek ma aż taką moc?

hamama, 11.01.2016, 08:04

Oczywiście :)

Mariusz Włoch, 11.01.2016, 09:54

Potwierdzam moc baranka - z tym gładzeniem to nie mam dokładnych informacji, natomiast sam jego widok poprawił paru osobom nastrój :)

martac, 11.01.2016, 19:25

Baranek jest na razie mały, poczekajmy aż podrośnie to wtedy pokaże swoją moc :) Tylko jak go wtedy opisać na zajęciach z języka?

hamama, 15.01.2016, 16:29

może tak: taki co sie niby uczy a nic nie umie?