Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

3 pozycje percepcyjne, czyli krok ku lepszemu porozumieniu

23 września 2015, komentarze (12)

Nie ma znaczenia, w jakim języku będziesz mówił, kiedy akurat do tego dojdzie. A z reguły dochodzi do tego dokładnie w momencie, kiedy zaczynasz coś mówić. Tak, to może się zdarzyć zasadniczo w każdej chwili. Bo tak to już jest z komunikowaniem się z innymi ludźmi. I dodać wypada, że z jednymi idzie to komunikowanie się lepiej, z innymi gorzej, a jeszcze innymi wcale. Tych ostatnich powinniśmy sobie odpuścić, ale kto wie, może i tu jest jakaś nadzieja. Otóż jest, tyle że nie za darmo. Wysilenie się leży po twojej stronie i nie ma co oczekiwać wzajemności. To podstawowy warunek. Bo ty masz większą świadomość, którą można przetłumaczyć na pewną formę przewagi komunikacyjnej. Czyli nie jest tak źle. To co, pouprawiamy komunikację w różnych pozycjach? Czemu nie, raz się żyje.

Pozycje percepcyjne, czyli różne spojrzenia na tę samą sytuację. Na zajęciach językowych czy warsztatach rozwojowych ćwiczenia tego typu cieszą się wielkim zainteresowaniem, bo po krótkim początkowym zakłopotaniu dostarczają naprawdę wiele radości oraz wglądu we własne postępowanie i zazwyczaj zmieniają podejście do drugiego człowieka czy grupy ludzi. Dziś zajmę się tylko pierwszą pozycją percepcyjną.

Zatem o pozycjach będzie. Bo umiejętność spojrzenia na siebie z różnych stron może wiele wnieść do życia – dostrzegasz coś, z czego wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy. Widzisz to, czego wcześniej nie widziałeś, słyszysz to, czego wcześniej nie słyszałeś, czujesz to, czego wcześniej nie czułeś. To swego rodzaju giętkość zmysłowa, wpływająca z kolei na giętkość umysłową. To prowadzi w rezultacie do lepszego zrozumienia niuansów interakcji międzyludzkiej i umożliwia osiągnięcie bardziej zrównoważonego podejścia.

Pierwsza pozycja percepcyjna. I co my tu mamy? Cóż, masz tak od urodzenia, to najbardziej rozpowszechniony sposób postrzegania otaczającej cię twojej rzeczywistości - najwięcej w tym emocji i udziału ego, bo wszystko, co odbierasz zmysłami, przechodzi przez twoje własne filtry: to twój własny punkt widzenia, twoja własna perspektywa, twoja własna prawda, twoje własne wartości. Tu liczy się to, co jest ważne dla ciebie. W centrum znajdujesz się ty i patrzysz na rozmówcę własnymi oczami – takie spojrzenie nazywa się asocjacją, bo w pełni uczestniczysz w przeżywaniu bieżących wydarzeń.

Zaletą tej pozycji jest to, że możesz się dowiedzieć, czego naprawdę chcesz. Domyślasz się już zapewne, że pierwsza pozycja jest niezwykle przydatna podczas sesji coachingowych – w końcu masz zrobić coś dla siebie. Efektem może być też to, że zachowania pierwotnie nieasertywne możesz zamienić na asertywne - chodzi tu głównie o ciebie (a o sobie naprawdę warto czasem pomyśleć, choćby i na złość innym), więc język „ja” (mnie, mi, moje, chcę, muszę, pragnę) jest mile widziany, a nawet wskazany.

A minusy „jedynki”? Doświadczanie drugiej osoby z własnego punktu obserwacyjnego nie jest złe, jednak czasem trzeba wyjść poza ten dość ograniczający schemat. Bo patrząc tylko z tej pozycji możesz przestać dostrzegać innych (poobserwuj polityków – oni chyba jadą ciągle na „jedynce”). Co to oznacza? Zawężone postrzeganie, a w efekcie nawet zachowania agresywne. No bo skoro dostrzegasz tylko siebie i własne interesy, to robisz wszystko, aby osiągnąć własne cele, inni mają ci to tylko umożliwić. A jeśli tak się nie dzieje, rozdrażnienie i frustracja może powodować reakcje dość niemiłe.

Tkwienie „w jedynce” może sprawić, że ominie cię masa okazji do nauki czy dobrych rzeczy ze strony innych, a to głównie dlatego, że nie będziesz chciał wziąć ich pod uwagę. Albo po prostu nie dopuścisz takiej opcji. Ale to już temat na kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o drugiej pozycji percepcyjnej.

12 komentarzy

Marcin M, 24.09.2015, 13:28

A co wtedy, kiedy ta pozycja jest jedyną pozycją, jaką zna mój rozmówca? Ciężko mi się z kimś takim rozmawia i mam wrażenie, że albo się podporządkuję i spełnię "rozkazy", albo się nie dogadamy. "Jedynkę", jak ją nazywasz, ja nazwałbym "pozycją teściowej" :)

Mariusz Włoch, 24.09.2015, 20:09

Pozycja teściowej - odważne!

NPW - niechciana pomoc wychowawcza, 25.09.2015, 15:52

no, no, znowu teściowe w roli głównej się pojawiają :)

martac, 25.09.2015, 19:58

Dobry i przydatny tekst, dam go paru osobom do poczytania!

Mariusz Włoch, 25.09.2015, 22:48

Muszę wziąć w obronę teściowe, bo nie są tak ostatecznie złe - to stereotypowe postrzeganie skazuje je na miarę istot dość niemiłych. Może też są postrzegane tylko z "pierwszej pozycji"?

zmęczony, 26.09.2015, 11:49

Twój wpis uświadomił mi pewną rzecz - moja partnerka używa właśnie "jedynki", cały związek toczy sie z jej punktu widzenia i po dwóch latach robi sie to coraz bardziej męczące, tylko że ja si ę na to zgadzam i chyba się do tego przykładam, bo też patrzę na nasz związek z jej punktu widzenia. Jaka jest szansa na zmianę drugiej osoby?

hamama, 26.09.2015, 15:58

Związek dwóch osób to jeden z najtrudniejszych układów na tej planecie, tylko świadomość i wzajemny szacunek mogą go uratować, ale to bardzo trudne i wymaga dobrej woli. Trudne, ale możliwe.

Mariusz Włoch, 26.09.2015, 16:08

hamama - czy to nie dziwne, że w grę wchodzą zaledwie dwie osoby, a generują tak niezliczoną ilość wzajemnych nieporozumień? A co dopiero przy większych grupach!

hamama, 26.09.2015, 19:51

Dwoje ludzie zawiązuję głębszą relację, dlatego pewnie trudniej ją potem utrzymać na dobrym poziomie.

Mariusz Włoch, 26.09.2015, 20:44

Związek jest jak tango, trzeba do niego (co najmniej) dwojga.

NPW - niechciana pomoc wychowawcza, 28.09.2015, 14:04

Związki związkami, a i tak wyjdzie, że wszystkiemu winna teściowa:) To wydaje się najprostsze, mówić z własnej perspektywy. W końcu siebie zna się najlepiej, chyba... Pytanie, czy znać siebie, to rozumieć siebie? CHętnie poznam opinie.

Mariusz Włoch, 28.09.2015, 15:50

"Znać siebie to rozumieć siebie" - wydaje mi się, że w pewnych przypadkach taki stan rzeczy, czy raczej świadomości, ma racje bytu. Nie wiem, czy to akurat jest bardzo wygodne, bo można się znać i rozumieć, a nie do końca lubić to, co się poznało i zrozumiało. Z innej strony chyba można też się znać, ale nie rozumieć, albo rozumieć siebie, a w ogóle się nie znać.