Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

Frajerstwo NLP, czyli cała prawda o pozytywnych intencjach

12 lipca 2015, komentarze (8)

Jedno z głównych założeń NLP (neurolingwistycznego programowania) mówi, że każdemu zachowaniu przyświeca pozytywna intencja. I o ile zgadzam się z tym całkowicie, tak pewną sprawę chcę doprecyzować. Bo bez tego doprecyzowania mogłoby się okazać, że wyznawcy życia wedle zasad NLP stają się w pewnym momencie totalnymi frajerami.

Pomyśl: ktoś wpycha ci się w kolejkę, bo mu się śpieszy (przy okazji - znasz kogoś, komu w kolejce się nie śpieszy?). Pozytywna intencja w jego zachowaniu jest taka, że chce szybciej wydostać się ze sklepu i zaoszczędzić czas.

Sąsiad wycina krzaki na twojej posesji, bo jego zdaniem kiedyś na pewno zaczną wrastać na jego teren. Pozytywna intencja: sąsiad chce zapobiec zadżungleniu swojej nieskazitelnej działki.

Teraz hardcore: morderca uśmierca ofiarę. Pozytywna intencja: morderca eliminuje człowieka, który jego zdaniem nie zasługuje na to, by żyć.

Co łączy powyższe przypadki? Ano to, że pozytywne intencje przyświecają tylko jednej stronie – a cały w tym jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz, że tak powiedzeniem potocznym rzucę.

A jeśli zrozumiesz motywy kierujące postępowaniem drugiej osoby, możesz zmienić swoje zachowanie, możesz stać się bardziej elastyczny, wykazując się empatią, zrozumieniem i całą gamą reakcji miłych i uprzejmych. Kłopot polega na tym, żeby określić, gdzie leży granica tychże uprzejmości? Na ile możesz sobie pozwalać, żeby ktoś ładował się w tę kolejkę czy wycinał twoje zarośla? O trzecim przykładzie nie piszę, bo był celowo przejaskrawiony i nie nadaje się do dalszej analizy - ten zabijany ma z pewnością inny pogląd na sprawę własnej wartości i tego, czy zasługuje na życie czy też nie.

Zatem sprawa granicy – gdzie powiesz „dość”. Tu pojawia się potrzeba asertywności, ten moment, kiedy zaczynasz myśleć o sobie i zachowaniu swojej integralności czy po prostu dobrych obyczajów. O pozytywnych intencjach możemy mówić tylko wtedy, kiedy są pozytywne dla obu stron biorących udział w jakimś wydarzeniu. Państwo atakujące inne państwo też ma przecież pozytywne intencje. Cel działań musi być ekologiczny, czyli taki, że działanie jednej strony nie szkodzi stronie drugiej. Jeśli dzieje się inaczej, pozytywne intencje jednej strony znaczą tyle co psia kupa na chodniku.

Oczywiście, że możesz ciągle być miły, uprzejmy i rozumiejący innych, ale jeśli będzie to działanie jednokierunkowe, wkrótce sam poczujesz, że coś tu nie gra. Że ktoś cię wykorzystuje i że bez przerwy coś tracisz. Że ciągłe podwijanie ogona na niewiele się zdaje. Że stałeś się frajerem. Jeśli to lubisz, to w porządku, jednak nie sądzę, aby ktoś znający swoją wartość sobie na to pozwalał. Tylko odrealnione, plastikowe zasady NLP mówią o tym, że wciąż musisz być miły i głupkowato grzeczny, żeby innym było przy tobie dobrze. A co z tobą? Może też byś chciał, żeby inni byli wobec ciebie mili i grzeczni, przynajmniej od czasu do czasu? Cóż, czasem innych trzeba traktować z wzajemnością, bo na nic innego nie zasługują.

8 komentarzy

Marcin M, 12.07.2015, 22:51

W pierwszej chwili pomyślałem, że odwróciłeś się od nlp :) Popieram jak najbardziej, że nie wszyscy zasługują na naszą dobroć i miłe zachowanie. To chyba to nieuzasadnione przekonanie, że ktoś jest wredny a ja mam być miły, najbardziej odstręczało mnie od nlp, a raczej tak przesłodzonego podejścia. Dobrze to ująłeś.

ajkkafe, 13.07.2015, 10:44

Heh, jak ja bym chciała wiedzieć, na co ludzie zasługują i traktować ich z wzajemnością i sprawiedliwie.. Nie wiem tego. Można być wrednym, można być miłym. Można to sobie uknuć jeszcze jakoś inaczej. A może buddyjscy mnisi znają na to jakiś uniwersalny sposób? ;)

Mariusz Włoch, 13.07.2015, 12:41

Najlepszym sposobem może okazać się metoda prób i sukcesów - obserwacja, bo ludzie często wiele rzeczy podpowiadają. I jeśli jest się miłym, a druga strona nijak tego nie odwzajemnia, to jest spora szansa, że zareaguje na coś dokładnie odwrotnego. Tylko że ciężko przewidzieć skutki.

J, 13.07.2015, 13:39

No bo to jest pytanie jak długo nadstawiać drugi policzek? A może jednak starotestamentowo - oko za oko? Odnoszę wrażenie, że nasze głęboko chrześcijańskie społeczeństwo jednak skłania się ku opcji nr 2. KAM pisał pod poprzednim wpisem, że przenosimy naszą "ulicę" w świat. Nie wiem, czy fruwające dookoła k**** są przejawem miłości bliźniego?!

ajkkafe, 14.07.2015, 11:00

Jeśli robisz coś (cokolwiek) zakładając, by ktoś inny odwzajemnił to zgodnie z twoimi oczekiwaniami, umrzesz śmiercią męczeńską ;) Autentyczny wpływ mamy wyłącznie na to, co w nas. Prawdopodobnie, tylko poprzez własny rozwój można osiągnąć całkowitą zgodę w otoczeniu i utrzymać ją na stałe. Metoda prób i sukcesów w przytoczonym kontekście kojarzy mi się z tresowaniem małpki w zoo - jeśli banan nie pomaga, to batem w nią. Oby efekt był. Kogo ma to wynieść na wyższy poziom? Małpkę, czy tresera? Oczywiście nie chodzi o to, że mamy przestać reagować tak, jak chcemy (choć podobno dopiero umiejętność taka daje całkowitą wolność), ale o to, na czym (na kim) się koncentrujemy próbując zmieniać świat wokół siebie.

J, 14.07.2015, 13:41

Hmmm, tak prosto się mówi, że to tylko od nas wyłącznie zależą nasze reakcje na otoczenie. Konia z rzędem temu, kto potrafi panować nad swoimi reakcjami zawsze... A metoda prób i sukcesów mi się podoba - to jest tak jak w sprzedaży - żeby zbudować dobrą relację z klientem trzeba znaleźć do niego klucz, z reguły coś zadziała. Tak samo jest w innych kontaktach z ludźmi - jak będziesz mieć dużo wyczucia, odpowiednio odczytasz druga osobę i dopasujesz się do niej, jest szansa na efekty

martac, 15.07.2015, 12:35

Od nas zależy w którym momencie powiemy komuś to święte "dosyć" i przestaniemy być mili.

ivo, 22.07.2015, 13:33

ja tam nie mam problemu - nie znaczy nie, jak mi coś nie pasuje, po prostu tego nie robie