Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Siku mi się chce, czyli o praktycznym języku potrzeb pierwotnych

22 czerwca 2015, komentarze (15)

Wiele osób mówiło mi, że nijak nie kumają tych tabelek, które musieli rysować w zeszytach i wpisywać różne końcówki przy wyrazach. Tak się tworzy formę określoną liczby pojedynczej, a tak się tworzy formę nieokreśloną i określoną liczby mnogiej (to o językach skandynawskich). I z teoretycznego punktu widzenia wszystko było fajnie, bo co to za wielka sztuka utworzyć potem jakąś tam formę. Tylko właściwie po co to robić? Bo tworzyć formy można, nikt przecież tego nie zabrania, a nawet jest to mile widziane, tyle że największy kłopot pojawia się ułamek sekundy później: utworzyłeś wymarzoną formę, tylko kiedy ją stosować?

Język to instrument, którym masz się posłużyć i porozumieć. Dlatego najważniejsza w nauce języka jest praktyka, praktyczne zastosowanie elementów językowych, które przecież spaja w logiczną całość właśnie gramatyka. Tyle że nie ma sensu uczyć się klinicznej gramatyki, znacznie lepiej jest się gramatyką posługiwać. A po co się gramatyką posługiwać? Ano po to, żeby złożyć zdanie, zadać pytanie, zaprzeczyć, potwierdzić, zdziwić się, sfochować się. Kiedy mówisz w ojczystym języku nie zastawiasz się nad tym, czy za moment użyjesz okolicznika miejsca w zdaniu podrzędnie złożonym, bo guzik cię to obchodzi. A czemu nie robić tego samego w języku, którego właśnie się uczysz?

Bo kiedy wykujesz na pamięć wszystkie możliwe regułki i będziesz je recytować z pamięci w dowolnym momencie dnia i nocy, dojdzie wreszcie do sytuacji, kiedy będziesz musiał z tej klinicznej wiedzy skorzystać. Pójdziesz np. przez park w Pradze i nagle da o sobie znać kompot z rabarbaru, który wypiłeś na obiad. I z każdą chwilą coraz bardziej będziesz marzył o toalecie, a im bardziej będziesz marzył, tym toaleta będzie bardziej nieosiągalna, a im będzie bardziej nieosiągalna, tym twoja potrzeba będzie większa, a im twoja potrzeba będzie większa…

Szykuje się mokry scenariusz. Bo tu przydałoby się proste pytanie, np. przepraszam, gdzie tu jest najbliższa (wolna) toaleta?, a kiedy będziesz już w pobliżu i staniesz w kolejce jako dwudziesty z rzędu, może będzie musiał poprosić kogoś, aby cię przepuścił. I na co ci wtedy skandynawskie formy określone, 16 angielskich czasów czy odmiana niemieckiego przymiotnika po rodzajniku określonym w rodzaju męskim w liczbie pojedynczej? Po nic. Wolałbyś powiedzieć prosto, że dłużej nie dasz rady, ludzie ratujcie, zlitujcie się, ała, ojej, niech mnie pan przepuści, pliz, ała. Tylko czy Czesi zrozumieją twoje apele?

W nauce języka najważniejsza jest praktyczna strona języka. Najlepiej zacząć właśnie od tego. Reszta przychodzi później. Tak było, jest i będzie. Można oczywiście odwrotnie, można zacząć od tabelek i całej reszty tych gramatycznych mądrości, czyli od d*** strony, tylko że wtedy będziesz musiał zmienić spodnie.

15 komentarzy

axxel, 22.06.2015, 13:48

che che, dobre, właśnie to sobie wyobraziłem - stoi elegancik w garniturze, ę ą, pięknie sie próbuje wysłowić, dobre końcówki i formy, a tu po nogach leci. Też uważam, że trzeba od praktyki zaczynać, dopieszczanie można robić później, na sucho

Mariusz Włoch, 22.06.2015, 14:01

Tak, bywają sytuacje, kiedy na pewne rzeczy brak czasu.

s., 22.06.2015, 15:14

Kiedyś podczas prawie dwutygodniowej wyprawy zagranicznej jedyne zdanie, które było mi niezbędne w języku angielskim, to: Where is the toilet? :)

axxel, 22.06.2015, 20:15

najważniejsza sprawa, przynajmniej wycieczka uszła Ci na sucho, ech, te podstawy językowe...

Mariusz Włoch, 22.06.2015, 20:48

Dwutygodniową wycieczkę obsłużyć jednym zdaniem? Niezłe :)

martac, 22.06.2015, 22:35

Poruszasz odwieczny problem między chęcią poprawności a zwykłym porozumiewaniem się i wygrywa to drugie. Jestem za.

Mariusz Włoch, 23.06.2015, 18:08

Do pewnego miejsca ja też jestem za.

martac, 23.06.2015, 20:48

A do którego?

Mariusz Włoch, 23.06.2015, 21:00

Do takiego, kiedy brak poprawności i co chwilę powtarzane "Co?" zaczną Cię wkurzać :)

hamama, 23.06.2015, 23:03

Moim zdaniem przesadzasz z tą niechęcią do gramatyki, od czegoś trzeba przecież zacząć naukę języka. Oczywiście, że w sytuacjach "podbramkowych" myśli się o czymś innym, jednak gramatyki nie można zupełnie wykluczać.

Mariusz Włoch, 23.06.2015, 23:15

hamama, nic bardziej błędnego, ja wręcz kocham gramatykę, bo dzięki niej możemy budować zrozumiałe wypowiedzi. Chodzi o to, że jeśli na początku nauki człowieka zasypią regułkami, dla których nie widzi on zastosowania, wtedy gramatyka jest tylko nieprzydatną teorią, która nie pomoże nawet w podstawowych sytuacjach komunikacyjnych (i fizjologicznych).

Anna, 23.06.2015, 23:34

Cóż, po raz kolejny kłania się ciągle aktualna piramida potrzeb Maslowa - nie zaspokoisz podstawowych, pierwotnych potrzeb, to nie pójdziesz dalej...

Anna, 23.06.2015, 23:36

A gramatyka to przecież nic innego jak wzory, wzory, wzory.... czyli Maslow + matematyka

Marcin M, 24.06.2015, 16:53

Piramida potrzeb, człowiek nie będzie w stanie się uczyć, jeśli jest głodny, tak samo nie będzie myślał o poprawności i tabelkach, jeśli odczuwa naglącą potrzebę fizjologiczną. Wniosek - przed nauką trzeba się najeść i wysikać, tak na wszelki wypadek.

Mariusz Włoch, 24.06.2015, 19:21

A propos potrzeb, można by zrobić taki dość okrutny eksperyment - komuś, kto musi lecieć do toalety, kazać się uczyć słówek typu "spłuczka, mydło, woda", a komuś, kto nie jadł cały dzień, zadać: "schabowy, kapusta, ziemniaczki". Ciekawe, jakie byłyby rezultaty.