Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

I poszło, czyli jak działa dobra prowokacja językowa

17 marca 2015, komentarze (2)

Prowokacja może działać na człowieka różnie – w jednym burzy się krew, drugi robi w gacie, trzeci mdleje, czwarty się irytuje, a potem bierze do roboty. Nie wykluczam, że prowokacja może także wywołać wszystkie wymienione objawy jednocześnie. Jeśli jednak coś to w końcu daje, to – mimo wszystko - pewnie warto dać się sprowokować. Krew się uspokoi, gacie można zmienić, z ziemi po prostu się podnosisz, irytacja też nie trwa wiecznie.

Pisałem niedawno, jak to przed wielu laty jeden osobnik w telewizji sprowokował mnie do rozpoczęcia nauki niemieckiego: Coś się stało, czyli o podjęciu językowego wyzwania.

Gdybym wtedy był starszy, pewnie rozważyłbym za i przeciw, spojrzał racjonalnie, logicznie, filozoficznie, itede, po czym być może do niczego by nie doszło. A sprawa wyglądała tak:

”I kiedy teraz patrzę na tamto przedpołudnie oczami dorosłego, dochodzę do następujących wniosków:

Chłopak chwalący się językami, ja zaskoczony i chyba poirytowany… A potem to nieokreślone przekonanie, że coś się stało… A kiedy moje zaskoczenie jakoś nie chciało opaść, zapadła DECYZJA.

W tym dziwnym, nowym stanie zacząłem się zastanawiać, gdzie rozpocząć nową przygodę – naukę niemieckiego. Wiedziałem, że mi się uda. Że na pewno znajdę SPOSÓB. Znałem już termin rozpoczęcia – natychmiast. Byłem o tym święcie przekonany. Nie było innej opcji. Skupiłem wszystkie siły i począłem intensywnie myśleć. SPOSÓB był w zasięgu ręki. Niemal natychmiast przypomniałem sobie pewną koleżankę, którą rodzice wysyłali na prywatne lekcje do odległego o 15 km Kalisza. Główna zainteresowana nie garnęła się jakoś specjalnie do nauki, raczej uczestniczyła w lekcjach fizycznie – może jej to wystarczało. A może po prostu chciała zadowolić rodziców.

W tamto sobotnie przedpołudnie przedstawiłem swój „postulat żądania rozwoju” własnym rodzicom, co spotkało się z ich pełną akceptacją. Moje wielkie szczęście polegało na tym, że w kwestii nauki mogłem liczyć na rodzicielską pomoc. A w poniedziałek rozpoczęło się DZIAŁANIE.

Zgłosiłem się – w towarzystwie mamy – do prywatnego nauczyciela, u którego już parę dni później podjąłem naukę. Niedługo potem zostałem jego najlepszym uczniem i w nagrodę za najlepsze wyniki w nauce dostałem kalkulator (pamiętaj, że działo się to w 1985 roku, zatem w innych czasach i w innej sytuacji polityczno-ekonomicznej). Mam go do dziś. Nie działa już od dawna, jednak ma dla mnie wartość sentymentalną. Przypomina mi o tym, że można osiągnąć cel, jeśli oczywiście jesteś w stanie zainwestować w ten proces określoną ilość czasu i pracy. A niemiecki znajdował się wtedy na pierwszym miejscu listy rzeczy najważniejszych.

Więc powtórzę: możesz osiągnąć każdy cel. Jeśli jesteś KONSEKWENTNY.

A w tamtym okresie nie było rzeczy, która mogłaby mi przeszkodzić w tej przygodzie. Bo tak to widziałem. To była przygoda. Bo kiedy uczysz się czegoś nowego, a zwłaszcza innego języka, wkraczasz w inny świat, w inny wymiar, posługujesz się „dziwnymi” słowami, a ktoś z innego kraju te słowa rozumie i odpowiada. I rozmawiacie. Niesamowite. Niesamowite?

To nie była zwykła, grudniowa sobota 1985 roku. To był dzień, w którym ciekawość i zainteresowanie przerodziły się w pasję. Dzień, w którym wcisnąłem guzik telewizora, a potem zdecydowałem, że zmienię swoje życie. Dodam, że nie używałem wtedy tak wyszukanego słownictwa - działałem intuicyjnie i emocjonalnie, jak to dzieciak. A teraz opisałem to jak dorosły. Oto cała różnica.

Do zmiany doszło. Udało się. Miałem wtedy 11 lat. Wydawało mi się, że jestem niesamowicie dorosły.

A potem poszedłem pobawić się samochodzikami.”

Samochodziki mam do dziś. A prowokacja zadziałała, i to jeszcze jak! A ty jak reagujesz na dobrą prowokację – krew, gacie, omdlenie czy irytacja?

w322adca_ind_400Powyższy fragment pochodzi z książki „Władca Języków, czyli prawie wszystko o tym, jak zostać poliglotą”. Jeśli jeszcze jej nie czytałeś, możesz zrobić to teraz, bo właśnie kręci się tu koło mnie jeszcze jeden egzemplarz, który oddam w dobre ręce.

Wystarczy, że

1. Napiszesz ładny komentarz pod tym wpisem;

2. Zalajkujesz go na moim profilu na FB;

3. Udostępnisz na swoim profilu na FB.


Wtedy książka czym prędzej powędruje do ciebie z rozłożonymi kartkami. Możesz to potraktować jako delikatną prowokację.

2 komentarze

amela456, 30.03.2015, 11:36

Książkę czytałam, zadziałała :)

Jadzia, 30.03.2015, 15:20

jak lekarstwo;-D