Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Coś się stało, czyli o podjęciu językowego wyzwania

24 lutego 2015, komentarze (6)

Piosenka. Rybka w akwarium. Niezrozumiałe słowo. Gest. Jedno zwykłe zdanie. Fascynujący dźwięk. Kartka z pięknym widokiem. Spojrzenie drugiego człowieka. Przejście przez ulicę. Nagła tęsknota za czymś nowym.

A potem czujesz, że czegoś zaczyna ci brakować, że musisz coś zrobić, bo inaczej… Tak, czujesz, że coś się stało.

"Coś się stało…

W sumie mogłem tego nie robić. Nie było takiej konieczności. Była możliwość. Więc zrobiłem. Włączyłem telewizor. Tylko tyle.

Prosta, drobna czynność, która – jak się potem okazało - zmieniła tak wiele. Do dziś się zastanawiam, w jakim kierunku potoczyłoby się moje życie, gdybym w tamto sobotnie przedpołudnie zrobił coś innego, np. poszedł pograć w piłkę.

Ale nie poszedłem grać w piłkę.

Zamiast tego obejrzałem przedpołudniowy program dla młodzieży Sobótka.

W pewnej chwili w studiu pojawił się chłopak, na oko mój rówieśnik, i w trakcie rozmowy obwieścił, że „zna” trzy języki: polski, rosyjski i niemiecki. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak coś mnie w tym komunikacie poruszyło. Po chwili dotarła do mnie jego treść. Wreszcie poczułem się lekko wstrząśnięty. To uczucie nazywało się chyba: zazdrość.

- Jak to? – pomyślałem. - Niemiecki?

To było jak wyzwanie, taka rzucona rękawica.

Polski znałem (rzecz w sumie naturalna), rosyjskiego uczyłem się w szkole, niemiecki natomiast stanowił dla mnie nowość.

Mieszkałem w małej miejscowości i chodziłem do szkoły podstawowej, w której niestety niemieckiego nie nauczano. Wtedy właśnie pomyślałem, że skoro w mojej szkole nie ma możliwości uczenia się niemieckiego, to widocznie sam muszę je sobie stworzyć. Najwyraźniej państwo nie przewidziało takich atrakcji dla młodych obywateli. Jednak wiedziałem, że uczenie się niemieckiego było możliwe. I dotarło do mnie, że chcę. Że bardzo chcę. Że w sumie niczego innego bardziej nie chcę. Nie będzie mi tu jakiś z telewizora się wymądrzał (choć ten wcale tego nie robił), że zna trzy języki, podczas kiedy ja znałem tylko dwa.

Tak, niewątpliwie coś się stało…"

Powyższy fragment otwiera moją książkę Władca Języków, czyli prawie wszystko o tym, jak zostać poliglotą (kto czytał, ten wie, kto nie czytał, może to nadrobić*). W ten sposób dawno temu zaczęła się moja przygoda z nauką języków - przygoda przybierała różne formy, aż do obecnej i tej, która dopiero nadejdzie. W zwykłym sobotnim programie pojawił się „prowokator” i rzucił wyzwanie.

A co sprawiłoby, że wziąłbyś się natychmiast do działania?  Jakie wyzwanie byłbyś skłonny podjąć, aby twoje marzenia zaczęły się urzeczywistniać?

w322adca_ind_400*Mam dwa egzemplarze książki, które chętnie oddam w dobre ręce – napisz ładny komentarz, zalajkuj i udostępnij ten wpis na facebooku, a wtedy książka będzie twoja.

6 komentarzy

Ewa, 25.02.2015, 09:29

Nigdy nie odczuwałam zazdrości w sprawach materialnych tzn. nawet w dzieciństwie, że ktoś miał rower czy ładniejszą lalkę. Zawsze patrzyłam na to z drugiej strony tzn., że ktoś potrafił super jeździć na tym rowerze albo uszyć piękne ubrania na tę lalkę. Już, jako dziecko postrzegałam różnice, jako mieć a być. Być to znaczy umieć, znać, posługiwać się. Moim wyzwaniem był trip po Europie. Zwiedziłam wtedy Szwajcarię, południe Francji, Włochy. I to właśnie we Włoszech, dokładnie w Mediolanie, wracając do hotelu po kolejnym pięknym dniu, bezdomny śpiący na chodniku zapytał się po Włosku "czy mam papierosy"? Mój chłopak opowiedział mu, że nie rozumiemy, bo nie mówimy po włosku. A bezdomny na to płynną mową w języku angielskim rozpoczął rozmowę. Stojąc na środku tego chodnika w Mediolanie, poczułam wyzwanie-zazdrość do bezdomnego! Wiem, to brzmi dziwnie. Jeżeli on umie płynnie mówić po angielsku to, dlaczego ja mam dukać? To była moja największa motywacja. Dziękuje za to losowi. Wszystkiego dobrego!

Mariusz Włoch, 25.02.2015, 20:51

Ładny, życiowy przykład, Ewo, który pokazuje, że natchnienie/inspiracja/motywacja czekać może wszędzie.

Jadzia, 26.02.2015, 17:26

mnie mąż zagroził, że wszystkie kryminały będziemy kupować po angielsku :D no i nie miałam wyjścia - po roku od rozpoczęcia nauki od podstaw zaczęłam czytać pierwsza książkę, oczywiście kryminał; początki były cięęęęęęężkie, ale dałam radę. Im więcej się czyta, tym wprawa większa:)

axxel, 26.02.2015, 17:57

na mnie zadziałała piosenka, disco jakieś, i zaczął sie angielski - wkurzało mnie że nie wiem, o czym śpiewają, potem trochę żałowałem, że już wie o czym

Krystyna ze Szczecina, 04.03.2015, 13:18

Serdeczność. :D Chociaż zmiany są jedną stałą, mnie niebywale ciężko jest zmieniać: siebie, świat wokół siebie. Zmieniam, gdy pojawia się Konieczność. Szczęściem, owa objawiać się może nie tylko w drastycznej formie. " Wystarczy", że czuć dyskomfort w stosunku do stanu obecnego. Konieczność jednak koniecznie (;D ) koreluje się z Serdecznością. Gdy widzę choćby jej cień po drugiej stronie mostu o nazwie "Zmiana"- idę w tym kierunku. Hm... może więc innymi słowy: namacalny przykład/ praktyk z TYM POZYTYWNYM CZYMŚ w oczach... Z autopsji? :) Kilka lat temu zgubiłam się w Berlinie. W komórce bateria padła. Ja byłam w punkcie A i nie miałam bladego pojęcia jaki jest adres punktu B (miejsca zakwaterowania)! Wiedziałam jedynie, że od A do B jest kilka stacji metra. Ale ile? W którą stronę? ... Z językiem angielskim było u mnie grubo na bakier. Naukę tegoż rozpoczęłam dopiero w liceum. Na najniższym poziomie. Cóż było jednak robić? Z tym co miałam w głowie zaczęłam zaczepiać ludzi i pytać czy mogą mi jakoś pomóc. W głębi ducha miałam nadzieję, że trafię na życzliwego Polaka (hm...czy to nie oksymoron...? ;> ) Po kolejnej nieudanej próbie trafiłam na młodego Niemca. Pozwolił mi przełożyć kartę sim do swojego telefonu. Po nieudanej próbie połączenia, zabrał mnie do siebie i pozwolił skorzystać z internetu! Później pomagał mi też jego przyjaciel. Wspólnie, po 2 godzinach, znaleźliśmy ośrodek, w którym byłam zakwaterowana. Niesamowitą radość i ulgę wtedy poczułam! Ogarnął mnie spokój i luz, i wtedy... " Für das Mädchen dass nicht nach Hause fand, obwohl sie die Adresse in der Hosentasche." - wpis jednego z "ratowników" w moim dzienniku ;) ... Dzięki tej przygodzie i serdeczności, jaka mnie spotkała, otworzyłam się na rozmowy z nie-ziomkami. Od tego czasu grono moich znajomych- a co za tym idzie- WIEDZA!- znacznie się poszerzyło/a. Jestem wdzięczna losowi za tą szansę. :)

Mariusz Włoch, 04.03.2015, 13:56

Krysiu, Niemcy to ogólnie życzliwy naród, Polacy też są życzliwi, tylko z jakiegoś powodu nie chcą tego okazywać :)