Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Radość i melancholia, czyli...

4 lutego 2018

Po piątkowym koncercie legendarnego zespołu TSA w szczecińskim klubie „Słowianin” dopadła mnie mieszanka radości i melancholii....

Dejot Kaczka, czyli tu nie będzie...

30 grudnia 2017

Koniec roku już jutro, więc od jakiegoś czasu trwają wszelakie podsumowania, zestawienia, wybory najpiękniejszych sukienek noszonych przez...

Louder Than Words, czyli pożegnanie z Pink Floyd

30 listopada 2014, komentarze (2)

20 lat po „The Division Bell” ukazuje się płyta „Louder Than Words”. Mógłbym twierdzić, że to niespodzianka i że będzie zachwycać, no bo skoro dostajemy coś nowego od takiej firmy jak Pink Floyd, to jest to równoznaczne z gwarancją doznań pozytywnych. Czy tak jest rzeczywiście? Poniżej subiektywna, krzywa próba odpowiedzi na to pytanie.

Zatem czy nowa płyta wyczekiwana była z utęsknieniem? Hm, trudno powiedzieć, może to kwestia odbiorcy, bo gdy się dowiedziałem, że płyta będzie, jako słuchacz marudny nie piałem z zachwytu, nie drżały mi łydki, wykazałem raczej swego rodzaju lekko wychłodzoną ciekawość, co też na tej płycie będzie. Jednak dla fanów Pink Floyd nowa płyta to wydarzenie z pewnością wielkie, jeśli nie wiekopomne.

Na płycie znalazło się 18 utworów, w większości krótkich form muzycznych, bo „Louder Than Words” to dzieło instrumentalne z wyjątkiem utworu tytułowego. To coś jak dobrze zaplanowana i dobrze zagrana (a potem zmiksowana) próba czy jam session, zresztą tak też tę płytę reklamowano, jako utwory nagrane podczas sesji do poprzedniego albumu „The Division Bell”. I jak to z Pink Floyd do tej pory bywało, tak i teraz z ich muzyki wyziera nostalgia, melancholia, bliżej nie opisany smutek i typowy dla PF klimat – nieuchwytne piękno przechodzące chwilami wręcz w patos. Tego się spodziewałem i to otrzymałem.

Wytrawny słuchacz znajdzie na nowym krążku wiele nawiązań do dawnych dokonań grupy, tak to zresztą bywa i nic w tym nadzwyczajnego. Każdy ma przecież własne skojarzenia. Najbardziej rzucają się w ucho kompozycje „Allons-y (1)” i „Allons-y (2)”, przedzielone klawiszowym „Autumn ’68”, przywodzące na myśl genialny kawałek „Run Like Hell” z płyty wszech czasów „The Wall”. W kawałku „Skins” pobrzmiewają psychodeliczne echa „Ummagumma”, w „On Noodle Street” słychać nawet jazzowe nutki, gdzie indziej usłyszysz także skrawki bluesa.

Płyta stanowi w dużej mierze hołd złożony Rickowi Wrightowi, nieżyjącemu już klawiszowcowi Pink Floyd. I pożegnanie. Podczas słuchania płyty coraz silniej daje o sobie znać ta oczywista prawda, że to już ostatnia płyta, że to pożegnanie i z Rickiem i z całym zespołem, bo już nie zagrają w takim składzie (nawet gdyby wydarzył się cud i doszło do połączenia sił z Rogerem Watersem).

„Louder Than Words” nie jest płytą odkrywczą, przełomową czy rzucającą na kolana. To oczywista, naturalna pozycja dla fanów, którzy chcą Pink Floyd, a nie odkryć, przełomów, czy rzucania na kolana. Kto po prostu szuka więcej Pink Floyd, ten to dostaje na nowym, choć zarejestrowanym 20 lat temu, krążku.

Słowo o rzeczach namacalnych: płytę wydano w wersji normalnej i rozbudowanej, która jest oczywiście odpowiednio droższa, bo zawiera dodatkowe DVD. Wybrałem wersję normalną, bo interesuje mnie głównie muzyka. I tu trochę ponarzekam – wydawca mógł zapakować płytę w standardowe plastikowe pudełko i byłoby ok. Zamiast tego dostajemy płytę w tekturowym opakowaniu na tyle nieudanym, że płyta wyciągana z pudełka już jest obdarzona pokaźnymi rysami. Niektórym może to nie przeszkadza, gorzej kiedy przeszkadza odtwarzaczowi, tak więc zwróć na to uwagę podczas zakupu.

Podsumowując – „Louder Than Words” to typowy Pink Floyd: melancholijny, potężny, pinkfloydowy. Świadomość ostatniej płyty także wpływa na jej odbiór. Bo to ostatnia płyta tej formacji. Wielu ludzi tak twierdzi. Obyśmy byli w błędzie.

A póki co – miłego słuchania w te długie jesienno-zimowe wieczory!

2 komentarze

Jadzia, 15.12.2014, 15:22

Jak to Pink Floyd - patetycznie, górnolotnie i poważnie, ale bez tego nie byliby Pink Floyd :)

powiedzmy, że andrzej, 16.12.2014, 22:40

Typowy Pink Floyd - tego chciałem, to dostałem, dzięki panowie.