Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

(R)Ewolucja tabletowa, czyli technologia nie uzdrowi edukacji

1 października 2014, komentarze (4)

Daleko, choć

nie dalej jak przedwczoraj wziąłem udział w sympozjum "Epodręczniki i zasoby sieciowe w nowoczesnej szkole" zorganizowanym przez Centrum Dydaktyki Cyfrowej poświęconym zastosowaniu nowych technologii w procesie nauczania. Sympozjum odbyło się w Rybniku i pewnie bym się tam nie znalazł, bo ze Szczecina do Rybnika drogi kawał, gdyby nie zaproszenie znajomego - koordynatora sympozjum i wielkiego entuzjasty stosowania technologii w różnorakich formach nauczania szkolnego - oraz planowane spotkanie z moim wydawcą.

Główny temat stanowiły zalety stosowania tabletów i innych cyfrowych form edukacyjnych w zajęciach. I tu wydawać by się mogło, że tradycyjne środki pozostają w tyle w tym pościgu technologicznym. Śmiem twierdzić, że niezupełnie.

Jasna strona tabletu: achy i ochy

Połączony z siecią tablet umożliwia podczas zajęć szybki dostęp do licznych (alternatywnych) źródeł wiedzy, to także fajna „zabawka” i gadżet. Oprócz tego jest mniejszy i lżejszy od książki, daje także więcej możliwości: dodatkowe ćwiczenia, więcej bonusów, więcej obrazków, map itd. Niestety, zbyt wiele źródeł może wprowadzać zamęt, poza tym niektóre źródła mogą nie być całkiem wiarygodne czy prezentować treści niezgodne z podstawą programową (np. moje artykuły). Uczniowi może sprawiać frajdę fakt, że w zasadzie nie musi pisać, wystarczy śmigać palcem po ekranie. Tyle że kiedyś w życiu przyjdzie taki moment, że będzie trzeba coś napisać na kartce papieru, a wtedy…

Mroczna strona tabletu: a niech to

Tablet na zajęciach wymaga ciągłego dostępu do sieci, gdzie jest wszystko to, do czego uczestnik może zajrzeć. Wszystko fajnie, kiedy sprzęt działa, a co wtedy, kiedy nie działa, bo np. padło zasilanie?  Jeśli uczeń się nie uczy, bo liczy na ciągły, łatwy dostęp, to w takim momencie ma problem. Jego wiedza jest niedostępna. Cóż, do własnej głowy mamy teoretycznie łatwiejszy dostęp. I głowę mamy z reguły przy sobie.

Z rozwiązaniem tabletowym wiążą się spore koszty, które stanowią nie lada problem państwowej korporacji szkolnej. A czy to nie pogłębi przypadkiem uzależnienia od technologii, które szerzy się wśród coraz młodszych obywateli? A jeśli urządzenia zostaną wykorzystane niezgodnie z planem nauczyciela i ideami wspomnianej już podstawy programowej? Cóż, może i są tutaj jakieś zabezpieczenia, jednak znając pomysłowość młodych, z pewnością zdołają je ominąć.

Nauczyciel i uczenie się nowych technologii

I wreszcie główny bohater sprawy tabletowej – prowadzący, czyli nauczyciel, lektor, szkoleniowiec, prowadzący. Nowa technologia oznacza dla większości nauczycieli konieczność nauczenia się czegoś nowego, a nauczyciele – przykro mi, ale póki co nic nie wskazuje na to, bym zmienił zdanie - nie lubią się uczyć. Uczniowie po prostu lepiej się znają na nowych technologiach i mogą „zagiąć” nauczyciela. I co wtedy? Nagrają filmik tabletem i umieszczą w Internecie?

Czy tablety jako urządzenia są w stanie odmienić obecne oblicze edukacji, wstrzyknąć jej swoisty botoks? Nie. A z jakiego to powodu? Ano z takiego, że tablety to tylko inna wersja książki, wzbogacona o jakieś tam dodatkowe błyskotki, jednak nie ucząca myślenia ani zachowań socjalnych. Uczeń dostaje dostęp do ogromu wiedzy, ale nie dostaje nic, co mogłoby mu pomóc w jej zastosowaniu. Technologia nie uczy kreatywności, wręcz ją zabija, bo tam wszystko jest gotowe – wystarczy jeździć paluchem po ekranie i już można uznać, że sprawa załatwiona, że uczeń umie. A co umie? Powtórzyć coś z książki, połączyć zdania, jednak niewiele – o ile w ogóle – ponadto. A jak ma się nauczyć np. prowadzić rozmowę w nowym języku, dajmy na to angielskim?

Nowe media stanowią tylko inną wersję dotychczasowych podręczników, jednak nie pokazują, jak sprawić, by uczeń wydobył z siebie motywację. Laptopy, tablety i platformy internetowe nie inspirują na dłuższą metę, bo zachwyt nimi prędko mija i stają się swoistym „must have”. To także kwestia mody. Oczywiście, że technologia może uatrakcyjnić proces, jednak nie można wyręczać się nią w każdym aspekcie nauczania, bo to nie wykracza ponad to, co mamy obecnie: nauczyciel podaje wiedzę, potem z niej odpytuje, wstawia ocenę i tyle. A uczeń się pyta: a po co mi to?

Edukacja ma służyć pokazaniu praktycznego zastosowania wiedzy, kreatywności i myślenia, technologia oducza chociażby pisania, bo gdyby użytkownik stracił palce wskazujące, to jak wtedy napisze maila?

Dobry nauczyciel to…

Cóż, tablety nie sprawią, że nauczyciel stanie się automatycznie lepszym nauczycielem, mimo że będzie miał dostęp do wszelkich możliwych rozkładów materiału, dodatkowych ćwiczeń czy czego tam jeszcze. Bo jeśli jest mierny, to nawet z takimi gotowcami nadal będzie miernym nauczycielem. A dobry nauczyciel prowadzi fantastyczne lekcje bez względu na to, czy ma kartkę papieru czy rzutnik najnowszej generacji lansowany przez akurat modną gwiazdę z ekranu telewizora. Kartka papieru czy kawałek sznurka to także media dydaktyczne, które mogą znacznie bardziej pobudzać wyobraźnię.

Ideę użycia technologii popieram w pełnej rozciągłości, bo to świetny i przyszłościowy pomysł. Musimy jednak pamiętać, aby technologia wspierała naukę myślenia i proces socjalizowania się uczestników zajęć, a nie przyczyniała się do odizolowania ich w wirtualnym świecie – pisałem o tym przy okazji artykułu „Nauka myślenia, czyli jak ratować edukację”.

Może to temat na cykl sympozjów?

4 komentarze

axxel, 03.10.2014, 19:15

Jeśli założymy, że dzieci mają ciągły dostęp do sieci i uczą się poprzez tablety, to niech wogóle nie wychodzą z domu. Będzie taniej, a za ileś tam lat nagle społeczeństwo za sobą zatęskni.

Szymon Konkol, 04.10.2014, 02:24

Żadna technologia nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem. I nie taka jest rola technologii informacyjno komunikacyjnych w szkole. Podczas sympozjum wielokrotnie zwracano na ten aspekt uwagę. Elektroniczne zabawki nie powinny odwracać uwagi od problemów współczesnej szkoły i współczesnego człowieka. Pomimo nasycenia programu sympozjum technicznymi nowinkami wyszedłem z niego bogatszy o kilka bardzo istotnych spostrzeżeń, które również autor tego artykułu zasygnalizował. Pozwolę sobie zacytować "Musimy (...) pamiętać, aby technologia wspierała naukę myślenia i proces socjalizowania się uczestników zajęć, a nie przyczyniała się do odizolowania ich w wirtualnym świecie(...)". Tak, to prawda. Żadna technologia a tym bardziej cyfrowa czy wirtualna nie przyczyni się do rozwiązania jakichkolwiek problemów czy poprawy czegokolwiek w szkole bez interakcji na linii uczeń - nauczyciel (mistrz), bez doświadczania otaczającego świata czy nauki przez rozmowę lub podróżne czy przeżywanie poezji... Technologia ma wspomagać a nie dominować proces edukacji i mam nadzieje ze tak właśnie się stanie w innym przypadku będzie to patologia.

Iza Breguła, 04.10.2014, 14:40

Bardzo ciekawy i refleksyjny artykuł. Zgadzam się i z Panem i z panem Szymonem Konkolem. Jest niebezpiecznie. Z jednej strony przeciwnicy zastosowania TIK w edukacji, z drugie strony -skrajni fanatycy na TAK. Brakuje w tym wszystkim złotego środka i rozsądku. We wczorajszym poście użytkownika FB "Nauczanie w szerszym planie", który nawiązuje do Pana artykułu wyraziłam pełniej swoje stanowisko w poruszonej sprawie. Zapraszam tam. Pozdrawiam'

Mariusz Włoch, 04.10.2014, 16:35

Pani Izo, ze złotym środkiem z reguły bywa największy kłopot. We wspomnianym przez Panią poście wyrwano zdania z kontekstu i zmieniono wprowadzenie do artykułu; w efekcie okazało sie, że autor ma podobno skrajnie negatywny stosunek do nowych technologii - nic bardziej błędnego, ten artykuł kończy się takimi oto słowami "Ideę użycia technologii popieram w pełnej rozciągłości, bo to świetny i przyszłościowy pomysł. Musimy jednak pamiętać, aby technologia wspierała naukę myślenia i proces socjalizowania się uczestników zajęć, a nie przyczyniała się do odizolowania ich w wirtualnym świecie". Chodzi raczej o to, jak nowe technologie pomogą w nauczaniu, zwłaszcza nauczaniu języków.