Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

Odpuszczać czy nie, czyli o...

20 maja 2018

Po internecie poniewiera się pewne przypisywane różnym osobom (Anthony Hopkins, Meryl Streep itd.) zdanie o treści następującej: Kiedyś...

Moja walka, czyli jak wyżymać ścierkę w Norwegii

16 września 2014, komentarze (2)

Karl Ove Knausgård „Moja walka. Powieść. 1”

Pierwsza część sześciotomowej, autobiograficznej powieści norweskiego pisarza Karla Ovego Knausgårda wzbudza wiele emocji i kontrowersji. Chociażby z powodu tytułu – „Moja walka”. Można rzec, że powieść wzbudza emocje skrajne – od pochwały po totalne odrzucenie i deptanie. Cóż, takie już prawa czytelniczego rynku, że jednym się podoba, innym nie. A jeśli książka wzbudza takie emocje, to znaczy to tyle, że wypada się z nią zapoznać, co też uczyniłem.

„Moja walka” to próba zrozumienia relacji autora z ojcem: „Przez pięć lat próbowałem napisać powieść o życiu i śmierci mojego ojca, świetnie funkcjonującego nauczyciela, który w wieku czterdziestu lat nagle się rozwiódł, zmienił styl życia i zaczął pić”. W „jedynce” Karl Ove Knausgård koncentruje się na okresie dorastania i czasie, gdy razem z bratem przygotowują pogrzeb ojca. Tak, ojciec autora zapił się na śmierć.

Zatem o co ten szum?

Autor może wzbudzać skrajne reakcje z jednego powodu – opisuje w swej powieści coś, co dotyczy każdego człowieka. I to właśnie doświadczenia czytelnika determinują odbiór powieści. Jeśli czytasz o czymś, co przeżyłeś, jesteś w stanie zrozumieć autora, człowieka, który w jakiejś formie doświadczył czegoś mniej lub bardziej podobnego. Z drugiej strony możesz wpaść we wściekłość, bo oto nagle czytasz o czymś, czego doświadczyłeś, a o czym tak długo starasz się zapomnieć. Emocje same w sobie nie mają znaczenia, to każdy z nas im to znaczenie nadaje.

Wyżymanie ścierki

Karl Ove opisuje swoje życie z niezwykłą dbałością o detale, zwłaszcza w kwestii wyżymania wspomnianej ścierki. Czy to źle? Pojawiają się głosy, że to nuda, że się ciągnie i tak dalej. Jest w tym trochę racji, jednak czy nasze życie nie składa się aby z takich właśnie detali? Detali, na które nie zwracamy uwagi w życiu codziennym? Czy nie jest tak, że to, co wielkie, czyli nasze życie, nie wyraża się poprzez to, co małe? Poprzez to, co składa się właśnie na tę dużą rzecz?

Nadmierna wrażliwość

Autor „Mojej walki” to człowiek niezwykle wrażliwy. Ma to oczywiście i złe strony – często jest tak, że szukając przysłowiowej dziury w całym autor domyśla się, interpretuje czy wręcz nabiera przekonania, że ktoś go nie lubi lub ma wobec do niego pretensje. Karl Ove przyznaje, że nie umie udawać, dlatego ma kłopoty z nawiązywaniem relacji.

W części pierwszej opisuje także sytuacje, z którymi styka się praktycznie każdy nastolatek: szukanie swojej tożsamości, swojego miejsca w grupie rówieśników, własnej wartości. Kto z nas tego nie przeżywał? Kto z nas nie doświadczał porażek i jakiejś formy odrzucenia?

Skandynawskie dialogi

Czytając powieść można odnieść wrażenie, że dialogi są zbyt oszczędne, a nawet sztuczne, jednak po głębszym zastanowieniu okazuje się, że większość ludzi tak właśnie z sobą rozmawia na co dzień. Albo jeszcze oszczędniej. Albo wcale. Wypada też wziąć pod uwagę specyfikę Skandynawii, gdzie wylewność nie jest szczególnie popularna. Z tego właśnie powodu emocje kłębią się wewnątrz bohaterów, stąd to ciągłe szukanie sposobu ich uzewnętrznienia - emocji, które wręcz rozsadzają od środka. A to niełatwe.

Dzieło wybitne?

Czy „Moja walka” to dzieło wybitne i czy „trzyma w napięciu jak najmroczniejsze skandynawskie kryminały”? Może nie aż tak, jednak powieść wciąga i bardzo dobrze się ją czyta. W paru miejscach pojawiają się esejopodobne wstawki, które trochę słabo pasują do reszty fabuły, jednak ich pojawienie się można wytłumaczyć wrażliwością autora. Uogólniając – „Moja walka” to drobiazgowy opis poszukiwania odpowiedzi na to pytanie, jak wyglądała prawdziwa relacja z ojcem. Być może odpowiedź pojawi się w kolejnych częściach, które planuję przeczytać (na polskie wydanie trzeba jeszcze poczekać, dlatego skorzystam z wersji oryginalnych).

Podsumowując: warto.

2 komentarze

Gosia, 23.09.2014, 17:30

Dzięki za podsunięcie lektury. Wyruszę na nieznany mi skandynawski grunt.

Mariusz Włoch, 24.09.2014, 22:35

Może to początek dłuższej czytelniczej przygody?