Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Nauka języków

Wejszłem na skejpa, czyli jak zaskoczyć cudzoziemca

29 sierpnia 2014, komentarze (1)

Narodowa przypadłość

Premier Tusk jest faworytem na szefa Rady Europejskiej. Stanowisko ma zostać obsadzone na jutrzejszym szczycie Unii. Donald Tusk spełnia wszystkie kryteria, reprezentuje kraj położony w Europie Środkowo-Wschodniej, ma nawet poparcie Davida Camerona i jest ponoć bliski przyjęcia stanowiska. Donald Tusk ma jednak pewną wadę, która może mu przeszkodzić nie tyle w otrzymaniu funkcji, co podczas jej późniejszego sprawowania. Cóż to za wada? Zasadnicza podczas pracy za granicą czy chociażby w środowisku wielonarodowościowym: nasz premier ma kłopoty z płynnym komunikowaniem się po angielsku i nie zna francuskiego.

No i masz ci los. A mogło być tak pięknie. Znów przeszkadza nieznajomość języka, albo przynajmniej brak umiejętności płynnego komunikowania się w języku innym niż ojczysty. Czy to nasza narodowa przypadłość?

Kwestia ambicji i zaangażowania

Nauka języka to proces, który wymaga trochę (no dobra, nieco więcej niż trochę) czasu i zaangażowania osoby uczącej się. Często wygląda to jednak tak, że ktoś idzie na kurs, chce na chybcika „coś tam podłapać”, nauczyć się „jakichś słówek” i żeby „trochę rozumieć i jakoś tam się dogadać”. A wszystko po to, żeby „podłapać jakąś robotę”. I na tym ambicje się kończą. A szkoda, bo w następstwie takiego podejścia Polacy pracują za granicą w zawodach znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Zjawisko takie nasila się zwłaszcza tam, gdzie Polacy wyjeżdżają masowo. Powtórzę: szkoda. Szkoda talentu wykształconych i obrotnych ludzi.

Z jakiego powodu chcesz marnować swój talent i wykształcenie tylko po to, żeby „podłapać jakąś robotę” i „trochę rozumieć i jakoś się dogadać”? Tu z odpowiedzią nie zawsze jest prosto, bo trzeba znaleźć lub wymyślić powody. A wystarczy zrobić jedną rzecz: zainwestować w siebie, a dokładniej w rozwój umiejętności językowych. Nie chodzi tu o „jakieś słówka”, tylko o naukę komunikacji, poznanie procesów rządzących zachowaniami ludzi w danym kraju czy konkretnym środowisku.

To tylko język

Tylko i aż. Wielu specjalistów mogłoby pracować w swoich zawodach za granicą (jeśli już muszą, bo specjaliści bardziej potrzebni są w naszym kraju), gdyby tylko podszlifowali język. A tu w wielu przypadkach dzieje się coś dziwnego i dla mnie niezrozumiałego: byle szybko, byle tanio i byle jak. A potem są efekty. Z jakiego powodu Polak nie może być traktowany za granicą jak partner, a nie kolejny emigrant, któremu można z litości przydzielić proste zadania? Polak może być partnerem dla Anglika, Niemca czy Norwega. Język. I właściwe podejście. Oto recepta. Uczmy się posługiwać językiem i komunikować. To otwiera drogę profesjonalistom.

„Skejpem” Polska mówi!

I tu po raz kolejny daje o sobie znać „skejp”. Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło, jednak Polacy z maniakalnym uporem tak to słowo wymawiają, a potem się dziwią, że jak to źle, przecież wszyscy tak mówią! Może i tak, tyle że błędnie. I już na początku rozmówca wie, że ma przed sobą kogoś niedoinwestowanego językowo. I nawet cudzoziemcy się dziwią. Pewna Ukrainka była mocno zdziwiona tym „skejpem”, bo ją nauczono poprawnej wymowy „skajp”. A że w Polsce prawie wszyscy tak mówią, to i ona zaczęła. Na szczęście dało się ją uratować.

Którą kategorię wybierasz?

Wniosek: jeśli już się za coś brać, to lepiej robić to dobrze. Powtórzę któryś tam raz: to, jak mówisz, pokazuje, kim jesteś. I jak jesteś odbierany. Polak za granicą nie musi być traktowany jak obywatel kategorii B. Warto dobrze się przygotować, bo nie każdy z nas może objąć zagraniczną fuchę z pozycji Donalda Tuska.

A jeśli nie podoba ci się takie podejście, możesz zostać przy tym, co już dobrze znasz, jesteśmy przecież wolnymi ludźmi. Potem powiesz, że wejszłeś dzisiej na skejpa, a tam nuda, to sie wziełeś i pojszłeś do telewizoru, a tam premier Tusk w Brukselu. No to zaczełeś sie pszyglondać premieru Tusku i słuchać, jak mówi po angielsku…

1 komentarz

ivo, 01.09.2014, 22:20

Tusk dzisiaj obiecał, że do grudnia nauczy się tego angielskiego. Co nam pozostaje? Do roboty!!! Już nawet premier nie jest wymówką :)