Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

Wędka czy ryba, czyli o szansach w wielkim świecie

10 lipca 2014, komentarze (2)

Iluzja ryby

Łatwiej dać komuś przysłowiową rybę. Gotowe rozwiązanie, wszystko na tacy, gdzie już nic nie trzeba. To świetny sposób, by przywiązać kogoś od siebie – stwarzasz w ten sposób iluzję, że tylko ty znasz odpowiedzi na pytania, które mogą nurtować konsumenta ryb. Dość często to przywiązanie przeradza się w uzależnienie, no i mamy potem np. dzieci, które całe swoje życie spędzają pod skrzydłami rodziców. Kiedy dajesz komuś rybę, ten ktoś nasyci głód. Tyle że kiedy znów zgłodnieje, trzeba go karmić. I tak w nieskończoność. Tym sposobem uczysz go bezradności. I masz go ciągle na głowie.

A wędka?

Co innego, gdy takiemu głodomorowi dasz wędkę i nauczysz go, jak się nią posługiwać. Wędkę, dzięki której sam będzie w stanie złowić sobie rybę i nasyci głód. Pożytek z tego jest następujący: dając komuś wędkę zrzucasz z siebie obowiązek ciągłego karmienia, a po drugie ten ktoś może uczyć innych. Tym sposobem grupa „wykształconych” rośnie. No i masz takiego z głowy. Możesz wtedy znów zająć się sobą.

Co daje Trener Nowych Czasów?

Trener Nowych Czasów daje wędkę – inspiruje do poszukiwań i autorefleksji, podpowiada, naprowadza, zmusza do zastanowienia, prowokuje. To zadanie trudne i wymagające szczególnych umiejętności, bo przeciętny uczestnik kursów, szkoleń czy warsztatów oczekuje gotowych rozwiązań. Że przyjdzie, odsiedzi swoje, coś tam zapisze, poudziela się w paru ćwiczeniach, potajemnie sprawdzi facebooka, zabierze materiały i pójdzie do domu. Czasy są łatwe, więc wszystko powinno być łatwe. Myślą za nas komputery. Tyle że bateria w komputerze może się wyczerpać. I co wtedy? Łatwiej jest żądać i oczekiwać, trudniej wziąć się do roboty i zabrać się za siebie.

Instruktor a obserwator

Oczywiście, że pewnych rzeczy trzeba uczyć instruktażowo, zwłaszcza na początkowych etapach - wedle konkretnych procedur, pokazując ściśle sprecyzowane zastosowanie. Sprawdza się to na zajęciach językowych czy na warsztatach z umiejętności twardych, np. obsługi jakiegoś programu komputerowego (chociaż w dobie tak zwanej intuicyjności to mam tej pewności jakoś mniej). Jednak najważniejsze jest to, aby nową umiejętność umieć potem przenosić na inne obszary działania. Łączyć doświadczenia i wyciągać wnioski. To się nazywa rozwój.

Trener zmusza uczestnika do zastanowienia „co jeszcze mogę z tym zrobić?”, rozbudza w uczącym się ciekawość na tyle wielką, aby ten zechciał eksperymentować i sprawdzać, jak może zastosować to nowe w innych sytuacjach, w których się znajdzie. Działa wtedy bardziej jak obserwator, nie instruktor. To daje znacznie lepsze efekty niż podsunięcie gotowego rozwiązania.

Swoboda w wielkim świecie

Zarzucenie wędki i złowienie ryby daje więcej swobody niż oczekiwanie na wybawiciela z zewnątrz. Bo ten ktoś może akurat nie mieć czasu ani ochoty na wybawianie. Kiedy zostawiasz sobie tylko jedno rozwiązanie, na dodatek w pełni zależne od innych, to tak jakbyś sam siebie wtrącał do wiezienia. A kiedyś być może ruszysz między ludzi, do wielkiego świata, a tam nikt nie będzie chciał cię karmić. Raczej będą chcieli cię zjeść.

Jestem przekonany, że nie należysz do grupy konsumentów ryb. Gdyby tak było, nie przeczytałbyś tego tekstu. Z drugiej strony dobrze przyrządzona i podana ryba od czasu do czasu nie zaszkodzi, nieprawdaż? Odrobina lenistwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, zwłaszcza podczas wakacji.

2 komentarze

Michaelomundo, 10.07.2014, 22:36

Zgadzam się w 90%. Pozostałe dotyczą filozofii między innymi Harva Ekera, która polega na dźwięcznym i wszechobecnym "i to, i to". Nie jest łatwe wyznawanie tegoż konceptu, ale z czasem jest to coraz łatwiejsze i korzystniejsze. Długo byłem pewien, że "wędka rządzi". Ale, i jest to wielkie ale, najpierw należy dać jedną rybę, aby dawanie wędki miało sens. Najpierw uczeń winien zasmakować ryby, żeby w ogóle miał ochotę łowić następne, a nie np. zbierać jagody.

Mariusz Włoch, 10.07.2014, 22:46

Zgadzam się, jak wspomniałem w tekście - są przypadki, kiedy od ryby się zaczyna, bo inaczej z łowienia nic nie wyjdzie. A żeby zasmakować ryby, trzeba w ogóle chcieć. To podstawa.