Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Sport i zdrowie

Grudzień w środku lata, czyli Tomasza...

9 sierpnia 2018

Do napisania czegoś mądrego na temat albumu Tomasz Stańki December Avenue zabierałem się już ponad rok temu, zaraz po nabyciu płyty. Powyższe...

Radość i melancholia, czyli...

4 lutego 2018

Po piątkowym koncercie legendarnego zespołu TSA w szczecińskim klubie „Słowianin” dopadła mnie mieszanka radości i melancholii....

Dejot Kaczka, czyli tu nie będzie...

30 grudnia 2017

Koniec roku już jutro, więc od jakiegoś czasu trwają wszelakie podsumowania, zestawienia, wybory najpiękniejszych sukienek noszonych przez...

Jak leniuchować, czyli o potrzebie nicnierobienia

29 czerwca 2014, komentarze (4)

Czy to, że teoretycznie mamy więcej czasu oznacza, że mamy go faktycznie więcej? Okazuje się, że nie do końca. Tym i podobnymi zagadnieniami zajął się Ulrich Schnabel w książce „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”. To bardzo dobra książka, jednocześnie przygnębiająca i pokrzepiająca, jednak ostatecznie napawająca optymizmem, jeśli tylko na ten optymizm sobie pozwolimy.

A to niełatwe, bo nadeszły takie czasy, że ciągle za czymś gonimy, bo z każdej strony dostajemy coraz więcej. Wszystkiego. Tylko więcej i więcej przy malejącym udziale naszej woli. A to prowadzi do trudnej sytuacji – jak w tym gąszczu wybrać to, co może mieć jakąś wartość? Jak uciec od pobieżnego przeglądania ton bezwartościowych śmieci? Jak poznać to, co poznania jest warte? A jeśli już nawet uda się podjąć decyzję, to wtedy dają o sobie znać frustracja i stres, bo przecież wybierając jedną rezygnujemy z kilku innych opcji (koszt oportunizmu). I znów trzeba przyśpieszyć, żeby przed śmiercią przeżyć jak najwięcej.

Czasami trzeba odpuścić i nic nie robić. Leniuchować. Dać sobie trochę spokoju. I każdy powinien leniuchować na swój własny sposób, bo „najważniejsze jest, aby znaleźć taką formę leniuchowania, która pasuje do waszego życia. Bardzo ambitne wymagania i spoglądanie na innych jedynie w tym szkodzą”. Cóż, pewnie może się wydawać, że w obecnych czasach to wprost niemożliwe, jednak autor pisze: „zatrzymajmy się niekiedy i dajmy czas relaksowi, żeby nas dogonił.” I chyba z tym zatrzymaniem cywilizowana ludzkość ma największe problemy.

Ulrich Schnabel ciekawie podszedł do tematu. To nie jest książka z cyklu „zrób tak i tak, a dostaniesz to i tamto”, to raczej przegląd zagadnień związanych z bolączkami cywilizacji, tym jej chorym pędem. Autor przedstawia fakty i zostawia czytelnikowi miejsce, aby zastanowił się nad swoim życiem. Co nieco podpowiada, ma się rozumieć. Czytelnik dowie się z książki, że warto uprawiać popołudniową drzemkę, że filtrowanie informacji to pierwszy krok na drodze do osiągnięcia jako takiego spokoju, że warto mieć swoje miejsce, w którym będziesz w stanie wrzucić umysł na jałowy bieg i pozwolić myślom krążyć tak, jak tylko zechcą. Ulrich Schnabel przytacza także opowieści o kilku postaciach, którym konsekwentne leniuchowanie przyniosło wiele dobrego (m.in. John Lennon).

Autor pisze także o wydarzeniach, które mogły doprowadzić do tego, że dzisiejszy świat jest tak szybki – od zbudowania pierwszego zegara, sformułowania przez Benjamina Franklina hasła „czas to pieniądz”, poprzez przemiany społeczne i kulturowe, aż do dzisiejszej postaci. Dokąd nas to zaprowadzi? Tego chyba nikt nie wie. No bo ile jeszcze damy radę przyśpieszyć?

Dlatego warta wypróbowania wydaje się strategia Odyseusza. Mówiąc skrótowo polega ona na tym, aby się skrępować (dosłownie lub w przenośni) i nie ulegać czającym się zewsząd pokusom (tak jak Odyseusz, który kazał przywiązać się do masztu, aby nie rzucić się ku syrenom, które mamiły każdego słuchacza swym cudownym śpiewem, a potem prowadziły nieszczęśnika do zguby). A te pokusy to na  przykład Internet, który jest zasadniczo siedliskiem pokus wszelkich, ale i źródłem cennych informacji, jeśli tylko umiemy je wyszukać.

A gdyby ktoś ograniczył się zanadto i zaczął się nudzić, niech się cieszy, bo to być może moment rozpoczęcia czegoś nowego, odkrywczego. Autor pisze tak: „Proszę zatem spróbować spokojnie podchodzić do nudy, bo bez pewnej formy zagubienia nie powstaje zazwyczaj nic nowego”. Warto się ponudzić od czasu do czasu, a jeśli będziesz tego unikać za wszelką cenę, twoje ciało i tak będzie się dopominać swoich praw i zrobi coś, żebyś usiadł, wyspał się, najadł i w spokoju przeczytał gazetę lub książkę. Albo obejrzał mundialowy mecz.

Gorąco polecam książkę „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”. Ciekawa lektura, dobrze napisana, ze sporą ilością przykładów. Zaczęły się wakacje, może to dobry moment na przemyślenie sprawy odpoczynku. Jedna uwaga: „Wielka iluzja podróży bierze się z przekonania, iż ufność, wolny czas i odprężenie pojawią się same z siebie, jak tylko na miejscu wysiądziemy z samolotu czy samochodu. (…) Aby rzeczywiście uwolnić się od gorączki dnia codziennego, musimy także wyjechać wewnętrznie.”

Życzę wszystkim miłej lektury i udanych „wyjazdów wewnętrznych”, od których zacznie się cała reszta. Udanego leniuchowania!

4 komentarze

Tomasz, 30.06.2014, 21:26

Te wyjazdy wewnętrzne są najtrudniejsze, zwykły urlop jest za krótki na to chyba. ledwo się przyjechało, a tu człowiek zaczyna mysleć o powrocie, przynajmniej ja tak jeszcze mam, dlatego chętnie przeczytam tą książkę, chciałbym sie wreszcie ponudzić

Mariusz Włoch, 01.07.2014, 18:20

Nudzenie się jest fajne i najlepiej, żeby się znudziło. A potem aż chce się wracać do pracy albo w ogóle coś zacząć robić.

Marta G., 01.07.2014, 21:05

Pojutrze wyjżdżam i mam zamair leniuchować, książki na razie nie przeczytam, może jak wrócę, wtedy znów będę leniuchowała :)

Mariusz Włoch, 02.07.2014, 23:28

Dobry plan :)