Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Walka z systemem, czyli czasem trzeba...

11 maja 2017

W większości przypadków cały proces przebiega tak: ktoś chce się uczyć języka, więc zasięga informacji, dowiaduje się, czego może...

Szkolny Sąd Ostateczny, czyli nie wejdziesz na tę górę

15 kwietnia 2014, komentarze (3)

Trener Nowych Czasów a pójście na łatwiznę

Trener Nowych Czasów doskonale wie, że ludzie idą na łatwiznę. Bo nie trzeba się wysilać. A w życiu nie zawsze tak jest i czasem trzeba coś dać od siebie. Tak jak z wchodzeniem na szczyt góry – możesz wejść tam samodzielnie, możesz skorzystać z wyciągu, tylko czy wtedy możesz mówić o jakimkolwiek osiągnięciu?

Przyszła na dodatkowe lekcje, bo nie radziła sobie z włoskim. Uczennica liceum, nazwę ją Ola. I po trzech, może czterech lekcjach okazało się, że radzi sobie bardzo dobrze. Skąd nagle taka wielka zmiana? Bo trafiła nie na nauczycielkę, tylko na trenerkę, Sylwię. Sylwia nie uczy języka, Sylwia uczy posługiwać się językiem i właściwie się komunikować. Sylwia jest coachem i Trenerem Nowych Czasów.

Szkolny Sąd Ostateczny

Co się stało, że Ola miała rzekomy problem z włoskim? Bo tak osądziła jej szkolna nauczycielka. Osoba, która zamiast wspierać swoją uczennicę robiła wszystko, aby pokazać, że jest do niczego i nic nie potrafi. Że niczego nie osiągnie, że nigdy nie wejdzie na szczyt. Niedobrze, bardzo niedobrze. Jednak w szkole publicznej takie sytuacje są nagminne i potwierdzają moją tezę, że to niektórzy nauczyciele powinni przejść terapię, dzięki której zmieniliby podejście do swych podopiecznych, a w efekcie do szeroko rozumianej pracy.

Nauczycielka odesłała Olę do poradni psychologicznej. Bo ma problemy z nauką języka. No i żeby przyniosła stosowne zaświadczenie W takiej sytuacji grzecznie się pytam: Na czym dokładnie polegają owe problemy z nauką języka? Co to dokładnie znaczy? Na jakiej podstawie nauczycielka wyciąga takie wnioski? Bo tak wyczytała w podręczniku metodyki, który można wyrzucić do śmieci?

Na czym polegają problemy z nauką języka?

Teraz odważna teza: NIE ISTNIEJE COŚ TAKIEGO, JAK PROBLEM Z NAUKĄ JĘZYKA (czy czegokolwiek innego), jeśli nie ma na to uzasadnienia fizjologicznego. A ta młoda dziewczyna nie da się pod to w żaden sposób podciągnąć.

Ola nie potrafiła się skoncentrować. To wszystko. Kiedy już Sylwia odkryła, na czym sprawa polega, nauka ruszyła w niesamowitym tempie. Ola chłonęła język jak – wybaczcie banalne porównanie - gąbka wodę. I była świetna. Wszystko jej wychodziło. Na zajęcia przychodziła z radością. Przygotowana. Zainspirowana. Zmotywowana. Nie miała żadnych problemów z nauką języka (bo ich przecież nie ma). Wystarczyło, że znalazła się w przyjaznym otoczeniu, gdzie mogła się skoncentrować. W sytuacji, kiedy nikt jej nie dokuczał i nie przeszkadzał, tylko wspierał to, co w niej dobre.

Prztyczki

Nauczycielka w szkole nadal nie unikała złośliwości. Przy niedokładnym odczytaniu jakiegoś słowa mówiła: „To może ta twoja pani nauczyłaby cię chociaż czytać?” Nieładnie, oj nieładnie. Tak zachowują się zakompleksieni nauczyciele, którzy powinni zrobić sobie dłuższy urlop dla poratowania zdrowia psychicznego. Czego chcą w ten sposób nauczyć młodych ludzi?

Ola jest błyskotliwa, myśli matematycznie, więc przy właściwym pokierowaniu może osiągnąć sukces w nauce w bardzo szybkim tempie. Przy właściwym pokierowaniu. Bo jeśli będzie słyszeć od szkolnych zgorzknialców, że jest do niczego, to w to uwierzy. A kiedy taka młoda osoba w to uwierzy, ciężko będzie zmienić to przekonanie w przyszłości. Bo wciąż będzie przekonana, że jakikolwiek wysiłek nie ma żadnego sensu.

Czy tego chcecie panie i panowie nauczyciele?

Jak nie zainspirowałem maturzystów

Kiedyś dostałem „w spadku” klasę maturalną. Na 34 uczniów 22 miało zaświadczenia o dysleksjach, dysgrafiach i całej reszcie przypadłości. A tak naprawdę byli zdolnymi, lecz rozleniwionymi młodymi ludźmi, których żaden nauczyciel nie zdołał zainspirować i którym ktoś zaproponował pójście na łatwiznę. I oni w to uwierzyli. I do dziś wierzą, bo niektórych z nich czasem spotykam. Ja też nie dałem rady ich zainspirować, żeby pięli się w górę. Byli w czwartej klasie i mieli dotrwać tylko do matury. A potem mieliśmy ich wszystkich przepchnąć. Tak działa szkoła publiczna. Pytanie brzmi: jak długo jeszcze?

Czy polska szkoła naprawdę chce produkować absolwentów, którzy na początku drogi życiowej czekają tylko na wyciąg, który zawiezie ich na górę?

3 komentarze

amy21, 16.04.2014, 11:44

O rany, to krzyż przeznaczenia na tej górze?! ;-P

amy21, 16.04.2014, 11:48

A tak na serio - fakt, właśnie szukam ludzi do mojej firmy, absolwenci studiów mają TYLKO oczekiwania, niestety z umiejętnościami słabiutko.... a u nas w pracy nie trzeba rozwiązywać testów tylko budować relacje z ludźmi. I tu niestety młodzież leży i kwiczy jak zarzynane prosię, bo nie sięgają dalej niż własny telefon!

Mariusz Włoch, 16.04.2014, 23:18

Cóż, chyba nie powinno dziwić takie nastawienie niektórych młodych osób, w końcu do tej pory wszystko robiono za nich, więc teraz oczekują tego samego. Z czasem to się na szczęście zmienia, przynajmniej w niektórych przypadkach. I nie da się tego wytłumaczyć problemami z nauką w szkole.